Sernik w pucharku z borówkami. Kiedy ma się ochotę na coś słodkiego, ale nie na pieczenie
Ostatnio łapię się na tym, że coraz częściej wybieram desery, które robi się szybciej, niż nagrzewa piekarnik. W takie ciepłe dni naprawdę nie mam ochoty stać w kuchni przez godzinę, a przecież to nie znaczy, że trzeba rezygnować z małych przyjemności. Czasem wystarczy kilka składników, pięć minut i ulubiony pucharek, żeby zwykłe popołudnie zrobiło się od razu trochę lepsze. Ten deser powstał właśnie w taki dzień. Otworzyłam lodówkę, zobaczyłam mascarpone, serek wiejski i pudełko borówek. Reszta zrobiła się właściwie sama. Pierwsza łyżeczka wystarczyła, żebym wiedziała, że będę do niego wracać przez całe lato.
Do przygotowania dwóch większych porcji potrzebujesz
- 250 g serka mascarpone,
- 200 g serka wiejskiego, najlepiej zmiksowanego na gładko,
- dwóch–trzech łyżek erytrytolu pudru,
- łyżeczki ekstraktu waniliowego
- 150 g świeżych borówek.
Jeśli lubisz bardziej wyrazisty smak, możesz dodać odrobinę skórki otartej z cytryny.
Mascarpone, zmiksowany serek wiejski, erytrytol i wanilię przełóż do miski i krótko zmiksuj, tylko do połączenia składników. Masa powinna być gładka, puszysta i lekka. Na dno pucharków wsyp garść borówek, nałóż warstwę kremu, potem ponownie owoce i jeszcze jedną porcję kremu. Wierzch udekoruj borówkami i kilkoma posiekanymi pistacjami albo płatkami migdałów. Jeśli masz świeżą miętę, jeden listek będzie idealnym dopełnieniem.
Najlepiej smakuje dobrze schłodzony, dlatego warto wstawić go na pół godziny do lodówki. Chociaż przyznam się, że u mnie rzadko udaje mu się tyle postać. Zwykle kończy się na tym, że robię zdjęcie... i zaraz potem zjadam pół pucharka.
Lubię takie przepisy najbardziej. Nie wymagają wielkich przygotowań, nie brudzą połowy kuchni, a wyglądają tak, jakby włożyło się w nie znacznie więcej pracy. Są idealne wtedy, kiedy wpadają goście, ale też wtedy, kiedy po prostu ma się ochotę usiąść na balkonie z filiżanką kawy i czymś naprawdę dobrym.
Mam wrażenie, że właśnie takie desery najlepiej pokazują, że kuchnia niskowęglowodanowa nie polega na ciągłych wyrzeczeniach. Wręcz przeciwnie. Można zjeść kremowy sernik z borówkami, nie włączać piekarnika i jeszcze mieć poczucie, że zrobiło się dla siebie coś naprawdę miłego. A latem chyba właśnie o takie małe przyjemności chodzi najbardziej.

Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)