Omlet caprese. Tak właśnie smakują moje spokojne sobotnie poranki
Dzień dobry!
Jest sobota, kilka minut po dziesiątej. Za oknem wreszcie więcej słońca niż chmur i od razu człowiek ma więcej energii. Uwielbiam takie wakacyjne poranki. Nie dzwoni budzik, nie trzeba sprawdzać godziny co pięć minut i zastanawiać się, czy na pewno o niczym nie zapomniałam. Mogę spokojnie otworzyć okno, zaparzyć kawę i pomyśleć, na co mam dziś ochotę. Jeszcze kilka lat temu sobotnie śniadanie wyglądało u mnie zupełnie inaczej. Bułki, drożdżówki, czasem tosty. Było smacznie, ale po godzinie znowu zaglądałam do lodówki z pytaniem: „To co by tu jeszcze zjeść?”.
Dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej. Odkąd przeszłam na low carb, nauczyłam się, że śniadanie może być sycące, pełne smaku i jednocześnie naprawdę proste. A omlet caprese jest tego najlepszym przykładem.
Składniki:
- 3 jajka,
- 70 g mozzarelli,
- garść pomidorków koktajlowych,
- kilka listków świeżej bazylii,
- łyżka oliwy,
- sól i świeżo mielony pieprz,
- opcjonalnie kilka kropli kremu balsamicznego.
Jajka roztrzep z odrobiną soli i pieprzu. Wlej masę na rozgrzaną patelnię z oliwą. Kiedy omlet zacznie się ścinać, ułóż na nim pokrojoną mozzarellę i połówki pomidorków. Przykryj patelnię na chwilę, żeby ser delikatnie się rozpuścił. Na koniec dodaj świeżą bazylię i, jeśli lubisz, kilka kropli kremu balsamicznego.
Gotowe. Naprawdę tyle wystarczy.
Lubię ten omlet nie tylko za smak. Lubię go za to, że przypomina mi, iż dobre jedzenie wcale nie musi być skomplikowane. Kilka świeżych składników potrafi zrobić większe wrażenie niż dania, przy których spędza się pół dnia w kuchni.
I chyba właśnie to najbardziej podoba mi się w mojej kuchni od czasu, gdy jem niskowęglowodanowo. Coraz rzadziej szukam wymyślnych przepisów. Zamiast tego wybieram takie, które pozwalają mi usiąść przy stole, spokojnie zjeść śniadanie i cieszyć się sobotnim porankiem.
No i jest jeszcze jedna zaleta... Po takim śniadaniu nie mam ochoty od razu podjadać. Za to mam siłę na spacer, książkę, trochę pracy nad blogiem albo po prostu na nicnierobienie. A w wakacje to przecież jedna z najprzyjemniejszych rzeczy.
Mam nadzieję, że jeśli dziś jeszcze zastanawiacie się, co przygotować na śniadanie, ten omlet będzie dla Was inspiracją. U mnie na pewno jeszcze nieraz zagości na talerzu, zwłaszcza w takie słoneczne, spokojne soboty.

Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)