Ice tea brzoskwiniowa bez cukru
Popołudnie powoli przechodzi w wieczór, ale termometr chyba o tym nie wie. Upał ani myśli odpuszczać. W moim domu od rana trwa więc akcja pod kryptonimem „Jaskinia zbójców”. Wszystkie rolety opuszczone, okna zamknięte i człowiek przemyka z pokoju do pokoju z nadzieją, że nie wypuści ani odrobiny tego przyjemnego chłodu. Śmieję się, że gdyby ktoś zajrzał z zewnątrz do środka, pewnie pomyślałby, że przygotowuję się na zaćmienie słońca. Ale wiecie co? Działa! W mieszkaniu da się oddychać, a ja mogę spokojnie usiąść z książką, popracować nad blogiem i od czasu do czasu zajrzeć do lodówki w poszukiwaniu czegoś naprawdę zimnego. I właśnie wtedy przypomniałam sobie o domowej ice tea. Kiedyś kupowałam gotową, bo wydawało mi się, że tak jest szybciej. Dopiero kiedy zaczęłam zwracać uwagę na skład, dotarło do mnie, ile cukru potrafi kryć się w jednej butelce. Pomyślałam, że przecież mogę zrobić własną. Taką, która będzie smakowała herbatą i brzoskwiniami, a nie syropem z dodatkiem aromatu. Od tamtej pory ten napój pojawia się u mnie przez całe lato. Wystarczy zaparzyć mocniejszą czarną herbatę, dobrze ją schłodzić i dodać dojrzałą brzoskwinię zblendowaną z odrobiną soku z cytryny oraz erytrytolem. Do tego kostki lodu, kilka listków mięty i plasterek cytryny. Cała filozofia.
Składniki:
- 2 torebki czarnej herbaty,
- 700 ml gorącej wody,
- 1 duża, dojrzała brzoskwinia,
- 1–2 łyżki erytrytolu (lub do smaku),
- sok z połowy cytryny,
- garść kostek lodu,
- kilka listków świeżej mięty,
- plasterki cytryny do podania.
Herbatę zaparz i odstaw do całkowitego wystudzenia. Brzoskwinię zblenduj z sokiem z cytryny i erytrytolem. Połącz mus z zimną herbatą, dokładnie wymieszaj i schłodź w lodówce. Przed podaniem dorzuć kostki lodu, miętę i plasterki cytryny.
Najbardziej lubię nalać ją do wysokiej szklanki i usiąść na balkonie późnym popołudniem, kiedy słońce robi się trochę łagodniejsze. To taki moment, kiedy dzień zwalnia, człowiek bierze pierwszy łyk i myśli, że jednak lato potrafi być całkiem przyjemne.
Lubię właśnie takie przepisy. Nie udają niczego. Są proste, robi się je w kilka minut, a później tylko pozostaje zastanawiać się, dlaczego ten dzbanek znowu tak szybko zrobił się pusty. Mam swoją teorię – w upały napoje po prostu... parują. Oczywiście przez nasze szklanki.

Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)