Kawa cynamonowo-waniliowa ze spienioną śmietanką. Jesienny kubek bez syropów
Pierwszą kawę piję zwykle bez większego kombinowania. Ma być kawa, ma być gorąca i najlepiej, żeby nikt w tym czasie niczego ode mnie nie chciał. Ale później przychodzi taki moment, szczególnie kiedy za oknem robi się chłodno i szaro, kiedy zwykła kawa wydaje mi się trochę zbyt zwykła. Nie potrzebuję od razu deseru w szklance, pięciu dodatków i połowy zawartości kawiarni. Chcę tylko, żeby pachniało cynamonem, wanilią i żeby na wierzchu znalazło się coś przyjemnie kremowego.
Kiedyś najprostszym rozwiązaniem wydawał mi się gotowy syrop smakowy. Tyle że wystarczy przeczytać etykietę kilku takich butelek, żeby dojść do wniosku, że naprawdę można sobie poradzić bez nich. Zwłaszcza że wanilia i cynamon nie wymagają żadnych skomplikowanych zabiegów. Zrobiłam więc swoją wersję kawy cynamonowo-waniliowej, bez cukrowego syropu, za to z lekko spienioną śmietanką. I właśnie taka smakuje mi najbardziej.
Na jedną dużą kawę przygotowuję:
- podwójne espresso, około 50–60 ml,
- 120–150 ml niesłodzonego mleka migdałowego,
- 50 ml śmietanki 30%,
- ½ łyżeczki ekstraktu waniliowego,
- ¼ łyżeczki cynamonu,
- erytrytol, allulozę lub inny słodzik do smaku,
- odrobinę cynamonu do oprószenia.
Zaczynam od śmietanki. Powinna być dobrze schłodzona. Wlewam ją do wysokiego naczynia i spieniam ręcznym spieniaczem. Nie próbuję zrobić z niej bitej śmietany – ma tylko zwiększyć objętość i stać się lekka oraz kremowa. Jeśli używam miksera, dosłownie kilkanaście sekund wystarcza. Tutaj naprawdę łatwo przejść od „piękna pianka” do „właśnie zaczynam robić masło”, więc nie spuszczam jej z oka.
Mleko migdałowe podgrzewam w rondelku razem z wanilią, cynamonem i ewentualnym słodzikiem. Nie gotuję go, tylko dobrze podgrzewam i mieszam trzepaczką. Cynamon nie rozpuści się całkowicie – to normalne. Dlatego daję go niewiele. Pół łyżeczki mogłoby już sprawić, że zamiast delikatnie pachnącej kawy miałabym napój, przy którym cynamon zdecydowanie postanowił grać pierwsze skrzypce.
Do kubka wlewam świeżo przygotowane espresso, następnie gorące mleko z wanilią i cynamonem, a na wierzch wykładam spienioną śmietankę. Oprószam ją odrobiną cynamonu i kawa jest gotowa.
Jeżeli nie mam ekspresu, przygotowuję około 60 ml naprawdę mocnej kawy z kawiarki. Tutaj ważna jest intensywność, bo delikatna kawa łatwo zgubi się przy mleku, śmietance i wanilii.
Warto też zwrócić uwagę na ekstrakt waniliowy. Używam prawdziwego ekstraktu, a nie cukru wanilinowego. Przy wersji low carb zawsze zaglądam również na skład mleka migdałowego i wybieram niesłodzone. Niby drobiazg, ale właśnie w takich drobiazgach potrafią ukryć się węglowodany, których zupełnie nie planowałam.
Można oczywiście zrobić tę kawę wyłącznie na śmietance rozcieńczonej wodą, ale dla mnie wtedy staje się za ciężka. Połączenie niesłodzonego mleka migdałowego z niewielką ilością śmietanki daje znacznie przyjemniejszy efekt. Nadal jest kremowo, ale po wypiciu kubka nie mam wrażenia, że właśnie zjadłam deser łyżką.
I właśnie za to lubię tę kawę. Nie udaje wymyślnego napoju z kawiarni i nie potrzebuje gotowego syropu o smaku wanilii, cynamonu czy „jesiennego czegoś”. Jest mocna kawa, prawdziwa wanilia, cynamon i miękka warstwa śmietanki na wierzchu.
Najgorzej, że zrobiłam ją kiedyś jako małą odmianę od zwykłej kawy. Teraz, kiedy wyciągam cynamon z szafki, zwykła kawa patrzy na mnie chyba z lekkim niepokojem. Jesienią ma po prostu znacznie większą konkurencję.