Lody malinowo-kokosowe. Plan był ambitny... wyszło jak zwykle
Niedziela ma u mnie zupełnie inny rytm niż pozostałe dni tygodnia. Rano Eucharystia, później spokojna kawa i ten przyjemny moment, kiedy nigdzie nie trzeba się spieszyć. Lubię takie popołudnia. Człowiek siada na balkonie, patrzy na kwiaty, słucha, co dzieje się za oknem, i nagle dochodzi do wniosku, że jedyne, czego jeszcze brakuje do pełni szczęścia, to coś zimnego i pysznego. Dzisiaj wybór padł na lody malinowo-kokosowe. Przyznam, że za każdym razem, kiedy wyciągam z zamrażarki mrożone maliny, obiecuję sobie, że zrobię większą porcję i część zostawię na później. Jeszcze ani razu mi się to nie udało. Najwyraźniej te lody mają jakąś tajemniczą właściwość – znikają zdecydowanie szybciej, niż trwa ich przygotowanie.
Składniki:
- 250 g mrożonych malin,
- 200 ml schłodzonego mleczka kokosowego (gęstej części),
- 2–3 łyżki erytrytolu,
- kilka kropel ekstraktu waniliowego,
- opcjonalnie łyżka wiórków kokosowych.
Wszystkie składniki wrzuć do blendera i miksuj do uzyskania gładkiej, kremowej konsystencji. Jeśli masa będzie zbyt gęsta, dodaj odrobinę mleczka kokosowego. Jeśli wolisz bardziej zwartą konsystencję, włóż lody na 20–30 minut do zamrażarki, chociaż u mnie ten etap praktycznie nigdy nie dochodzi do skutku.
Przełóż lody do pucharków i posyp wiórkami kokosowymi albo kilkoma świeżymi malinami. Możesz dodać również listki mięty, jeśli akurat masz je pod ręką.
To jeden z tych deserów, który przypomina mi, dlaczego tak polubiłam kuchnię low carb. Nie muszę wybierać między czymś pysznym a tym, co dobrze wpisuje się w mój sposób odżywiania. Mogę zjeść kremowe, owocowe lody i nie mieć poczucia, że właśnie "zgrzeszyłam". A to, uwierzcie, jest bardzo przyjemne uczucie.
Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie bawi. Za każdym razem mówię sobie, że zrobię dwie porcje – jedną dla siebie, a drugą zostawię na później. I za każdym razem kończy się tak samo. Patrzę na pusty pucharek i zastanawiam się, kto zjadł tę drugą. Mam pewne podejrzenia... ale dowodów nadal brak.