Chipsy z cukinii. Bo czasem człowiek po prostu musi coś pochrupać
Cukinia leżała sobie spokojnie w lodówce i zapewne była przekonana, że skończy jak zwykle – na patelni albo w jakiejś zapiekance. Tym razem miałam wobec niej zupełnie inne plany. Naszła mnie ochota na coś do chrupania, a że na low carb paczka klasycznych chipsów raczej nie jest najlepszym pomysłem, zaczęłam kombinować. Zresztą u mnie takie kombinowanie najczęściej zaczyna się niewinnie, a kończy tym, że pół kuchni bierze udział w eksperymencie.
Pokroiłam cukinię w cienkie plasterki, wyciągnęłam parmezan i przyprawy, a chwilę później wszystko było już gotowe do pieczenia. Potem pozostało tylko czekać. I tu pojawił się największy problem, bo kiedy z piekarnika zaczyna pachnieć parmezanem i czosnkiem, cierpliwość nagle okazuje się cechą, której człowiek jednak nie posiada. Zaglądałam więc przez szybkę zdecydowanie częściej, niż było to konieczne, jakbym swoim wzrokiem mogła przyspieszyć cały proces.
Efekt zdecydowanie wart był tego czekania. Cieniutkie, lekko słone, serowe i chrupiące chipsy, które można podjadać bez poczucia, że właśnie zjadło się pół paczki ziemniaków. A ponieważ cukinia sama w sobie ma delikatny smak, można przyprawić ją właściwie tak, jak akurat mamy ochotę.
Składniki:
- 1 średnia cukinia,
- 2 łyżki oliwy z oliwek,
- 40 g drobno startego parmezanu,
- pół łyżeczki granulowanego czosnku,
- pół łyżeczki słodkiej lub wędzonej papryki,
- świeżo mielony pieprz,
- odrobina soli.
Cukinię myję i kroję w bardzo cienkie, możliwie równe plasterki. Tutaj naprawdę warto się postarać, bo grubsze kawałki będą bardziej miękkie niż chrupiące. Rozkładam plasterki na ręczniku papierowym, delikatnie solę i zostawiam na około 15 minut, żeby cukinia oddała część wody. Później dokładnie ją osuszam.
Przekładam plasterki do miski, dodaję oliwę, czosnek, paprykę i pieprz, a następnie delikatnie mieszam. Układam je pojedynczo na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i posypuję parmezanem.
Piekę w temperaturze 160°C przez około 35–45 minut, kontrolując pod koniec, co dzieje się w piekarniku. Cieńsze plasterki mogą być gotowe wcześniej, dlatego warto je sukcesywnie wyjmować. Po upieczeniu zostawiam chipsy na kilka minut do ostygnięcia – wtedy robią się jeszcze bardziej chrupiące.
Można przygotować je również w air fryerze. Wystarczy około 150–160°C i 12–18 minut, w zależności od grubości plasterków i urządzenia. Najważniejsze, żeby nie układać cukinii warstwami.
Najbardziej smakują mi jeszcze lekko ciepłe, chociaż świetnie pasuje do nich również prosty dip z gęstego jogurtu greckiego, czosnku i szczypiorku. Przy filmie czy książce sprawdzają się aż za dobrze, bo ręka jakoś sama wraca do miseczki.
Nie będę przekonywać, że cukinia nagle zamienia się w ziemniaka i smakuje dokładnie jak klasyczne chipsy, bo przecież nie o to chodzi. To po prostu zupełnie inna przekąska, która ma własny smak i naprawdę daje przyjemność z chrupania. A jeśli przy okazji pasuje do mojego sposobu jedzenia, tym lepiej.
Jedno tylko radzę – z jednej cukinii nie róbcie. Po upieczeniu plasterki robią się znacznie mniejsze, a człowiek patrzy później na tę niewielką miseczkę i zastanawia się, kto zjadł resztę. Odpowiedź jest brutalna: nikt. Po prostu trzeba było od razu pokroić dwie.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)