Panna cotta z malinami - – wersja low carb
Nie wiem, jak to się dzieje, ale kiedy robię deser z myślą: „Będzie idealny do popołudniowej kawy”, zawsze znajdzie się jakiś powód, żeby spróbować go dużo wcześniej. Przecież trzeba sprawdzić, czy dobrze stężał. A skoro już wyjęłam go z lodówki, to wypada ocenić, czy maliny pasują. No i jeszcze ten sos... Przecież nie będę publikowała przepisu bez upewnienia się, że wszystko smakuje tak, jak powinno. 😄
Tak właśnie wyglądało to dzisiaj. Panna cotta miała cierpliwie czekać na swój wielki moment, a tymczasem już po kilku minutach siedziałam przy stole z łyżeczką w ręku i przekonywałam samą siebie, że to przecież wyłącznie test jakości. Myślę, że każdy, kto lubi gotować, doskonale zna takie "poświęcenie".
Najbardziej lubię w tym deserze to, że wygląda elegancko, a przygotowanie jest zaskakująco proste. Kilka składników, kilka minut pracy i później całą robotę wykonuje lodówka. A kiedy przychodzi czas podania, wystarczy dorzucić garść malin i człowiek ma wrażenie, że właśnie zamówił deser w dobrej kawiarni.
Składniki (2 porcje):
- 250 ml śmietanki 30%,
- 100 ml mleka migdałowego lub kokosowego,
- 2 łyżki erytrytolu,
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego,
- 2 płaskie łyżeczki żelatyny,
- 2 łyżki zimnej wody,
- 100 g świeżych malin.
Sos malinowy:
- 100 g malin,
- 1 łyżka erytrytolu,
- 2–3 łyżki wody.
Żelatynę zalej zimną wodą i odstaw do napęcznienia. W rondelku podgrzej śmietankę z mlekiem, erytrytolem i wanilią. Masa powinna być gorąca, ale nie doprowadzaj jej do wrzenia. Dodaj napęczniałą żelatynę i dokładnie wymieszaj, aż całkowicie się rozpuści.
Przelej do pucharków i wstaw do lodówki na co najmniej cztery godziny.
W międzyczasie przygotuj sos. Maliny podgrzej z erytrytolem i odrobiną wody przez kilka minut, aż owoce się rozpadną. Jeśli wolisz gładki sos, przetrzyj go przez sitko.
Przed podaniem polej panna cottę malinowym sosem i udekoruj świeżymi malinami.
To jeden z tych deserów, które zawsze robią wrażenie, choć w rzeczywistości są wyjątkowo proste. Lubię takie przepisy, bo nie wymagają wielkich umiejętności ani długiej listy składników. Wystarczy trochę cierpliwości i miejsce w lodówce.
Od kiedy jem low carb, odkryłam, że wcale nie muszę rezygnować z deserów. Po prostu wyglądają trochę inaczej niż kiedyś. Nadal są kremowe, pachną wanilią i smakują jak mała nagroda po dobrym dniu. Różnica jest taka, że po takim deserze nie mam ochoty zdrzemnąć się z powodu nadmiaru cukru. 😄
I wiecie, co jest w tym wszystkim najlepsze? Za każdym razem obiecuję sobie, że zostawię jedną porcję na następny dzień. I za każdym razem następnego dnia otwieram lodówkę z nadzieją... a tam czeka już tylko pusty pucharek. Wygląda na to, że w mojej kuchni panna cotta ma wyjątkową zdolność do znikania. Choć, jeśli mam być szczera, sprawca jest mi doskonale znany. 😊
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)