Zapiekane pieczarki z serem i boczkiem. Małe, niepozorne i zdecydowanie zbyt szybko znikają
Pieczarki kupiłam z zupełnie innym zamiarem. Miały grzecznie poczekać w lodówce na obiad następnego dnia, ale około południa zaczęłam już krążyć po kuchni w poszukiwaniu czegoś dobrego. Otworzyłam lodówkę, zobaczyłam pieczarki, obok leżał boczek, a kawałek sera właściwie sam dopisał się do tej historii. Plan na jutro właśnie przestał istnieć, za to narodził się całkiem przyzwoity plan na dzisiaj.
Najpierw pomyślałam, że zrobię tylko kilka. Tak na spróbowanie. To było bardzo optymistyczne założenie, bo jeśli coś łączy podsmażony boczek, pieczarki i ciągnący się ser, rozsądek zazwyczaj opuszcza kuchnię jako pierwszy. Ostatecznie nadziałam wszystkie i bardzo dobrze, bo po wyjęciu z piekarnika szybko stało się jasne, że kilka sztuk wystarczyłoby najwyżej do sprawdzenia, czy reszta też jest dobra.
Takie jedzenie bardzo pasuje mi do low carb. Nie trzeba kupować dziwnych zamienników ani udawać, że kalafior jest pizzą, a sałata bułką. Tutaj wszystko jest dokładnie tym, czym powinno być: pieczarka pieczarką, boczek boczkiem, a ser, na szczęście, pozostaje serem.
Składniki:
- 10–12 większych pieczarek,
- 100 g boczku,
- 100 g tartego sera – u mnie cheddar lub gouda,
- 2 łyżki serka śmietankowego,
- 1 mała cebulka lub kawałek czerwonej cebuli,
- 1 ząbek czosnku,
- 1 łyżka masła,
- pieprz,
- odrobina soli,
- szczypiorek lub natka pietruszki do podania.
Pieczarki oczyszczam, wyjmuję nóżki i drobno je kroję. Kapelusze odkładam na bok, bo za chwilę zamienią się w małe miseczki na wszystko, co dobre.
Boczek kroję w niewielką kostkę i wrzucam na patelnię. Kiedy zacznie się rumienić, dodaję posiekane nóżki pieczarek oraz cebulę. Podsmażam kilka minut, dorzucam czosnek i doprawiam pieprzem. Z solą warto uważać, bo boczek i ser mają jej już całkiem sporo.
Zdejmuję farsz z ognia, dodaję serek śmietankowy i mniej więcej połowę startego sera. Wszystko mieszam, a następnie porządnie napełniam kapelusze pieczarek. Układam je w naczyniu posmarowanym masłem i posypuję pozostałym serem.
Piekę około 20 minut w 190°C, aż pieczarki zmiękną, a ser na wierzchu ładnie się zapiecze. Po wyjęciu daję im dosłownie kilka minut odpoczynku i posypuję szczypiorkiem albo natką.
Można podać je jako ciepłą przekąskę, lekką kolację albo dodatek do mięsa. U mnie najczęściej kończy się na postawieniu całego naczynia na stole i podjadaniu kolejnych sztuk bez zbędnych ceremonii. Widelec też jest opcjonalny, chociaż oficjalnie oczywiście zachowujemy pozory.
Najbardziej lubię w tym przepisie farsz, bo można go zmieniać zależnie od zawartości lodówki. Odrobina sera pleśniowego nada mu mocniejszy smak, mozzarella będzie łagodniejsza, można też dorzucić trochę papryki, szczypiorku albo ostrej papryczki. Baza zostaje ta sama, a za każdym razem wychodzi trochę inaczej.
Pieczarki przeznaczone na następny dzień oczywiście nie przetrwały. Za to kolacja była bardzo dobra, więc trudno mówić o jakiejś wielkiej stracie. Jutro najwyżej pójdę po kolejne. Tym razem kupię dwa opakowania, chociaż doświadczenie podpowiada mi, że wcale nie oznacza to, że którekolwiek dotrwa do jutra.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)