Konfitura z borówek – wersja low carb
Borówki kupiłam z zamiarem bardzo rozsądnym – miały być do jogurtu, trochę do deseru, może garść do śniadania. Położyłam pudełko w lodówce i przez chwilę naprawdę wierzyłam, że dokładnie tak będzie. Później zaczęłam przekładać produkty, znalazłam niewielki pusty słoiczek i nagle mój plan zmienił się bez żadnych konsultacji. Skoro niedawno robiłam dżem malinowy z chia, borówki najwyraźniej uznały, że też zasługują na własny występ. I tak zamiast spokojnie czekać na kolejne śniadania, wylądowały w rondelku.
Lubię robić takie małe porcje, bo nie mam ambicji zamieniać kuchni w zakład przetwórstwa owocowego. Nie potrzebuję dwudziestu słoików ustawionych równiutko na półce ani wielkiego garnka, w którym można by wykąpać Sisi. Chcę po prostu otworzyć lodówkę i mieć coś dobrego do jogurtu, sernika w pucharku czy kromki pieczywa low carb. Jeden słoiczek jest więc w sam raz, chociaż doświadczenie z malinami podpowiada mi, że określenie „na kilka dni” należy w moim domu traktować bardzo umownie.
Składniki:
- 300 g borówek,
- 2–3 łyżki erytrytolu lub innego słodzika do smaku,
- 1 łyżka soku z cytryny,
- 2 łyżki wody,
- 1 łyżka nasion chia,
- opcjonalnie pół łyżeczki ekstraktu waniliowego.
Borówki płuczę, przekładam do niewielkiego rondelka, dodaję wodę, sok z cytryny oraz erytrytol i podgrzewam na małym ogniu. Po kilku minutach owoce zaczynają puszczać sok i pękać. Część delikatnie rozgniatam widelcem, ale nie wszystkie, bo zdecydowanie wolę konfiturę, w której nadal trafiają się całe borówki, niż idealnie gładką fioletową masę.
Gotuję całość około 10–15 minut, od czasu do czasu mieszając. Pod koniec dodaję nasiona chia, które po ostygnięciu dodatkowo zagęszczą konfiturę. Jeśli mam ochotę, dorzucam odrobinę wanilii, mieszam i zdejmuję rondelek z ognia.
Na tym etapie konfitura może wydawać się jeszcze trochę rzadka, ale nie ma potrzeby ratować jej kolejną porcją chia. Po ostygnięciu i kilku godzinach w lodówce wyraźnie zgęstnieje. Przekładam ją do czystego słoiczka i przechowuję w lodówce przez kilka dni.
Najczęściej dodaję ją do gęstego jogurtu greckiego albo twarogu, świetnie smakuje też z naleśnikami low carb i jako owocowa warstwa w deserach. Można oczywiście nałożyć odrobinę na łyżeczkę podczas robienia śniadania, żeby sprawdzić, czy przez noc smak przypadkiem się nie zmienił. To bardzo odpowiedzialne podejście do domowych przetworów i staram się wykonywać tę kontrolę regularnie.
Nie będę też udawała, że domowa konfitura bez cukru smakuje identycznie jak tradycyjna, gotowana przez pół dnia z ogromną ilością cukru. Smakuje inaczej i właśnie to mi w niej odpowiada. Czuć borówki, lekką kwaskowość cytryny, nie jest przesadnie słodka i pasuje do mojego sposobu jedzenia bez konieczności rezygnowania z czegoś, co po prostu lubię.
Słoiczek stoi już w lodówce i oficjalnie jest przeznaczony na kilka najbliższych śniadań. Patrząc jednak na moje dotychczasowe osiągnięcia w dziedzinie przechowywania domowych słodkości, nie przywiązywałabym się szczególnie do słowa „kilka”. Jutro rano zaczynam pierwszą kontrolę jakości.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)