Mini szaszłyczki caprese. Kiedy upał wygrywa z gotowaniem

Dzisiaj od samego rana jest taki upał, że już po otwarciu balkonu wiedziałam jedno – piekarnik ma dziś wolne. Kuchenka zresztą też. Nie mam najmniejszej ochoty dokładać do tego gorąca kolejnych kilku stopni. W domu panuje błogi spokój. Sisi śpi po porannym spacerze, Hektor rozciągnął się na swoim ulubionym miejscu, a Riko i Bubu najwyraźniej uznały, że przy takiej temperaturze każda aktywność jest mocno przereklamowana. Patrzę na to całe moje towarzystwo i dochodzę do wniosku, że chyba mają rację. Jest dopiero jedenasta, a ja już zastanawiam się, co przygotować na później, żeby było smacznie, lekko i przede wszystkim bez stania przy kuchence. W takie dni najbardziej lubię przepisy, które robi się niemal mimochodem. Kilka dobrych składników, pięć minut pracy i gotowe. Bez pośpiechu, bez bałaganu i bez narzekania, że w kuchni jest cieplej niż na balkonie. Mini szaszłyczki caprese są właśnie takim pomysłem. Robię je często latem, kiedy pomidory smakują najlepiej, bazylia pachnie na cały balkon, a mozzarella aż prosi się o to, żeby połączyć ją z czymś świeżym. Są idealne jako lekki lunch, kolacja albo przekąska, kiedy wpadają znajomi. I zawsze znikają szybciej, niż zdążę powiedzieć: „Poczekajcie, jeszcze zrobię zdjęcie na bloga!” 😄


Składniki:

  • 250 g mini mozzarelli,
  • około 20 pomidorków koktajlowych,
  • garść świeżych listków bazylii,
  • 2 łyżki oliwy z oliwek,
  • łyżeczka kremu balsamicznego,
  • sól i świeżo mielony pieprz,
  • drewniane patyczki do szaszłyków.

Na każdy patyczek nadziewaj kolejno pomidorka, listek bazylii i kulkę mozzarelli. Układaj gotowe szaszłyczki na półmisku. W małej miseczce wymieszaj oliwę z kremem balsamicznym, dopraw pieprzem i odrobiną soli, a następnie delikatnie skrop gotową przekąskę. To naprawdę wszystko.

Lubię takie przepisy, bo przypominają mi, że dobre jedzenie wcale nie musi być skomplikowane. Czasem wystarczy kupić dobre pomidory, pachnącą bazylię i świeżą mozzarellę. Reszta dzieje się właściwie sama.

Coraz częściej dochodzę też do wniosku, że kuchnia low carb najlepiej sprawdza się właśnie latem. Nie trzeba godzinami gotować, żeby na talerzu było kolorowo, świeżo i naprawdę smacznie. A kiedy za oknem leje się żar z nieba, to dla mnie naprawdę najlepsza wiadomość.

No dobrze... moje futrzane towarzystwo nadal śpi, więc chyba wykorzystam tę ciszę, zrobię sobie kawę i zjem kilka szaszłyczków, zanim ktoś obudzi się z drzemki i zacznie sprawdzać, czy przypadkiem nie mam dla niego czegoś dobrego. Z Hektorem nigdy nic nie wiadomo. 

Lody malinowo-kokosowe. Plan był ambitny... wyszło jak zwykle

Niedziela ma u mnie zupełnie inny rytm niż pozostałe dni tygodnia. Rano Eucharystia, później spokojna kawa i ten przyjemny moment, kiedy nigdzie nie trzeba się spieszyć. Lubię takie popołudnia. Człowiek siada na balkonie, patrzy na kwiaty, słucha, co dzieje się za oknem, i nagle dochodzi do wniosku, że jedyne, czego jeszcze brakuje do pełni szczęścia, to coś zimnego i pysznego. Dzisiaj wybór padł na lody malinowo-kokosowe. Przyznam, że za każdym razem, kiedy wyciągam z zamrażarki mrożone maliny, obiecuję sobie, że zrobię większą porcję i część zostawię na później. Jeszcze ani razu mi się to nie udało. Najwyraźniej te lody mają jakąś tajemniczą właściwość – znikają zdecydowanie szybciej, niż trwa ich przygotowanie.

Składniki:

  • 250 g mrożonych malin,
  • 200 ml schłodzonego mleczka kokosowego (gęstej części),
  • 2–3 łyżki erytrytolu,
  • kilka kropel ekstraktu waniliowego,
  • opcjonalnie łyżka wiórków kokosowych.

Wszystkie składniki wrzuć do blendera i miksuj do uzyskania gładkiej, kremowej konsystencji. Jeśli masa będzie zbyt gęsta, dodaj odrobinę mleczka kokosowego. Jeśli wolisz bardziej zwartą konsystencję, włóż lody na 20–30 minut do zamrażarki, chociaż u mnie ten etap praktycznie nigdy nie dochodzi do skutku.

Przełóż lody do pucharków i posyp wiórkami kokosowymi albo kilkoma świeżymi malinami. Możesz dodać również listki mięty, jeśli akurat masz je pod ręką.

To jeden z tych deserów, który przypomina mi, dlaczego tak polubiłam kuchnię low carb. Nie muszę wybierać między czymś pysznym a tym, co dobrze wpisuje się w mój sposób odżywiania. Mogę zjeść kremowe, owocowe lody i nie mieć poczucia, że właśnie "zgrzeszyłam". A to, uwierzcie, jest bardzo przyjemne uczucie.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie bawi. Za każdym razem mówię sobie, że zrobię dwie porcje – jedną dla siebie, a drugą zostawię na później. I za każdym razem kończy się tak samo. Patrzę na pusty pucharek i zastanawiam się, kto zjadł tę drugą. Mam pewne podejrzenia... ale dowodów nadal brak. 

Ice tea brzoskwiniowa bez cukru

Popołudnie powoli przechodzi w wieczór, ale termometr chyba o tym nie wie. Upał ani myśli odpuszczać. W moim domu od rana trwa więc akcja pod kryptonimem „Jaskinia zbójców”. Wszystkie rolety opuszczone, okna zamknięte i człowiek przemyka z pokoju do pokoju z nadzieją, że nie wypuści ani odrobiny tego przyjemnego chłodu. Śmieję się, że gdyby ktoś zajrzał z zewnątrz do środka, pewnie pomyślałby, że przygotowuję się na zaćmienie słońca. Ale wiecie co? Działa! W mieszkaniu da się oddychać, a ja mogę spokojnie usiąść z książką, popracować nad blogiem i od czasu do czasu zajrzeć do lodówki w poszukiwaniu czegoś naprawdę zimnego. I właśnie wtedy przypomniałam sobie o domowej ice tea. Kiedyś kupowałam gotową, bo wydawało mi się, że tak jest szybciej. Dopiero kiedy zaczęłam zwracać uwagę na skład, dotarło do mnie, ile cukru potrafi kryć się w jednej butelce. Pomyślałam, że przecież mogę zrobić własną. Taką, która będzie smakowała herbatą i brzoskwiniami, a nie syropem z dodatkiem aromatu. Od tamtej pory ten napój pojawia się u mnie przez całe lato. Wystarczy zaparzyć mocniejszą czarną herbatę, dobrze ją schłodzić i dodać dojrzałą brzoskwinię zblendowaną z odrobiną soku z cytryny oraz erytrytolem. Do tego kostki lodu, kilka listków mięty i plasterek cytryny. Cała filozofia.

Składniki:

  • 2 torebki czarnej herbaty,
  • 700 ml gorącej wody,
  • 1 duża, dojrzała brzoskwinia,
  • 1–2 łyżki erytrytolu (lub do smaku),
  • sok z połowy cytryny,
  • garść kostek lodu,
  • kilka listków świeżej mięty,
  • plasterki cytryny do podania.

Herbatę zaparz i odstaw do całkowitego wystudzenia. Brzoskwinię zblenduj z sokiem z cytryny i erytrytolem. Połącz mus z zimną herbatą, dokładnie wymieszaj i schłodź w lodówce. Przed podaniem dorzuć kostki lodu, miętę i plasterki cytryny.

Najbardziej lubię nalać ją do wysokiej szklanki i usiąść na balkonie późnym popołudniem, kiedy słońce robi się trochę łagodniejsze. To taki moment, kiedy dzień zwalnia, człowiek bierze pierwszy łyk i myśli, że jednak lato potrafi być całkiem przyjemne.

Lubię właśnie takie przepisy. Nie udają niczego. Są proste, robi się je w kilka minut, a później tylko pozostaje zastanawiać się, dlaczego ten dzbanek znowu tak szybko zrobił się pusty. Mam swoją teorię – w upały napoje po prostu... parują. Oczywiście przez nasze szklanki. 

Grillowana cukinia faszerowana mięsem i mozzarellą

Są takie dni, kiedy człowiek rano myśli: „Dzisiaj na spokojnie zjem śniadanie, później obiad…” A potem orientuje się, że jest wieczór i jedyne, co regularnie dziś spożywał, to kawa. Dzisiaj właśnie tak wyglądał mój dzień. Wakacje wakacjami, ale od rana tyle się działo, że jedzenie zeszło na dalszy plan. Co chwilę mówiłam sobie: „Jeszcze tylko skończę to, jeszcze odpiszę na jedną wiadomość, jeszcze przygotuję jedną rzecz…”. I zanim się obejrzałam, zrobiła się pora kolacji. Na szczęście w lodówce czekały dwie cukinie. I chyba właśnie za to lubię gotowanie najbardziej. Nie zawsze trzeba mieć wielki plan. Czasem wystarczy otworzyć lodówkę, połączyć kilka prostych składników i nagle okazuje się, że powstało coś, co wygląda jak z restauracji. Ta faszerowana cukinia to jedna z tych kolacji, które robią się właściwie same. Jest sycąca, pełna smaku i idealnie wpisuje się w mój sposób odżywiania. A ten moment, kiedy mozzarella zaczyna się pięknie ciągnąć... no cóż, wtedy wiem, że warto było jednak znaleźć te dwadzieścia minut na gotowanie. 

Składniki (2 porcje):

  • 2 średnie cukinie,
  • 300 g mielonego mięsa (u mnie najczęściej indyk lub wołowina),
  • 1 mała cebula,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 150 g mozzarelli,
  • 2 łyżki passaty pomidorowej,
  • łyżeczka oregano,
  • pół łyżeczki bazylii,
  • sól i świeżo mielony pieprz,
  • oliwa do smażenia,
  • świeża bazylia do podania.

Cukinie przekrój wzdłuż i delikatnie wydrąż środek. Posmaruj je odrobiną oliwy i podpiecz na grillu lub patelni grillowej przez kilka minut.

Na drugiej patelni podsmaż cebulę i czosnek, dodaj mięso mielone i smaż, aż będzie dobrze zarumienione. Wlej passatę, dopraw oregano, bazylią, solą i pieprzem. Gotowym farszem wypełnij cukinie, ułóż na nich plastry mozzarelli i zapiekaj około 10–15 minut, aż ser pięknie się rozpuści i lekko zarumieni. Na koniec dodaj kilka listków świeżej bazylii.

Najbardziej lubię takie przepisy. Bez skomplikowanych składników, bez sterty naczyń do zmywania i bez spędzania pół wieczoru w kuchni. Bo umówmy się... po całym dniu człowiek chce już po prostu usiąść, zjeść coś dobrego i odpocząć.

Coraz częściej przekonuję się, że kuchnia low carb wcale nie jest ograniczeniem. Wręcz przeciwnie. Dzięki niej odkryłam mnóstwo prostych dań, których wcześniej pewnie nawet bym nie przygotowała. I wiecie co? W ogóle mi nie brakuje klasycznych zapiekanek czy makaronów.

A teraz wybaczcie... moja cukinia właśnie na mnie czeka. I mam przeczucie, że jeśli za chwilę nie usiądę do kolacji, ktoś w domu będzie próbował sprawdzić, czy przypadkiem nie zostawiłam jej specjalnie dla niego. 

Fasolka szparagowa z boczkiem i masłem czosnkowym - smak, który zawsze kojarzy mi się z latem

Są takie potrawy, które potrafią przenieść człowieka w czasie. Wystarczy pierwszy kęs i nagle przypomina mi się ogród mojej babci, miska świeżo zebranej fasolki i to słynne pytanie: „Pomożesz obierać?” Oczywiście pomagałam... przez jakieś pięć minut. Potem nagle przypominało mi się, że przecież muszę pilnie pobawić się na podwórku. 😄 Z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że najwięcej pracy przy fasolce zawsze wykonywał ktoś inny, a ja pojawiałam się idealnie w momencie, kiedy trafiała na talerz.

Dzisiaj już nie ma tak dobrze. Teraz sama obieram, gotuję i smażę. Ale wiecie co? Wcale mi to nie przeszkadza, bo zapach masła z czosnkiem unoszący się po całej kuchni wynagradza wszystko.

Lato bez fasolki szparagowej? Dla mnie to chyba niemożliwe. A jeśli dołożyć do niej chrupiący boczek i odrobinę czosnkowego masła, powstaje danie, które mogłabym jeść kilka razy w tygodniu i chyba wciąż by mi się nie znudziło.


Składniki:

  • 500 g zielonej fasolki szparagowej,
  • 150 g boczku wędzonego,
  • 40 g masła,
  • 2 ząbki czosnku,
  • sól i świeżo mielony pieprz,
  • opcjonalnie odrobina świeżej natki pietruszki.

Fasolkę ugotuj w osolonej wodzie tak, aby była miękka, ale nadal lekko chrupiąca. W międzyczasie pokrój boczek w kostkę i podsmaż go na suchej patelni, aż stanie się złocisty i chrupiący. Dodaj masło oraz przeciśnięty przez praskę czosnek. Wystarczy minuta, żeby kuchnię wypełnił ten zapach, od którego od razu robię się głodna. Dołóż ugotowaną fasolkę i delikatnie wymieszaj, żeby każda była otulona czosnkowym masłem. Dopraw świeżo mielonym pieprzem i, jeśli potrzeba, odrobiną soli. Na koniec możesz posypać całość natką pietruszki.

To jeden z tych przepisów, które pokazują, że naprawdę nie potrzeba wielu składników, żeby zjeść coś pysznego. Czasami wystarczy dobre masło, trochę czosnku i sezonowe warzywa. Reszta robi się właściwie sama.

Bardzo lubię takie obiady. Są szybkie, sycące i idealnie wpisują się w mój sposób odżywiania. A odkąd jestem na diecie low carb, jeszcze bardziej doceniam proste przepisy, które nie wymagają godzin spędzonych w kuchni.

I powiem Wam coś jeszcze... Zawsze śmieję się, że boczek dodaje potrawom +10 do smaku. 😄 Nie wiem, czy to naukowo potwierdzone, ale w mojej kuchni ta teoria sprawdza się zaskakująco często. Jeśli macie teraz dostęp do świeżej fasolki szparagowej, koniecznie wypróbujcie ten przepis. Jest prosty, pachnie latem i przypomina, że najlepsze dania bardzo często rodzą się z kilku zwyczajnych składników. A takie przepisy zostają z nami na lata.

Omlet caprese. Tak właśnie smakują moje spokojne sobotnie poranki

Dzień dobry! 

Jest sobota, kilka minut po dziesiątej. Za oknem wreszcie więcej słońca niż chmur i od razu człowiek ma więcej energii. Uwielbiam takie wakacyjne poranki. Nie dzwoni budzik, nie trzeba sprawdzać godziny co pięć minut i zastanawiać się, czy na pewno o niczym nie zapomniałam. Mogę spokojnie otworzyć okno, zaparzyć kawę i pomyśleć, na co mam dziś ochotę. Jeszcze kilka lat temu sobotnie śniadanie wyglądało u mnie zupełnie inaczej. Bułki, drożdżówki, czasem tosty. Było smacznie, ale po godzinie znowu zaglądałam do lodówki z pytaniem: „To co by tu jeszcze zjeść?”. 

Dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej. Odkąd przeszłam na low carb, nauczyłam się, że śniadanie może być sycące, pełne smaku i jednocześnie naprawdę proste. A omlet caprese jest tego najlepszym przykładem.

Składniki:

  • 3 jajka,
  • 70 g mozzarelli,
  • garść pomidorków koktajlowych,
  • kilka listków świeżej bazylii,
  • łyżka oliwy,
  • sól i świeżo mielony pieprz,
  • opcjonalnie kilka kropli kremu balsamicznego.

Jajka roztrzep z odrobiną soli i pieprzu. Wlej masę na rozgrzaną patelnię z oliwą. Kiedy omlet zacznie się ścinać, ułóż na nim pokrojoną mozzarellę i połówki pomidorków. Przykryj patelnię na chwilę, żeby ser delikatnie się rozpuścił. Na koniec dodaj świeżą bazylię i, jeśli lubisz, kilka kropli kremu balsamicznego.

Gotowe. Naprawdę tyle wystarczy.

Lubię ten omlet nie tylko za smak. Lubię go za to, że przypomina mi, iż dobre jedzenie wcale nie musi być skomplikowane. Kilka świeżych składników potrafi zrobić większe wrażenie niż dania, przy których spędza się pół dnia w kuchni.

I chyba właśnie to najbardziej podoba mi się w mojej kuchni od czasu, gdy jem niskowęglowodanowo. Coraz rzadziej szukam wymyślnych przepisów. Zamiast tego wybieram takie, które pozwalają mi usiąść przy stole, spokojnie zjeść śniadanie i cieszyć się sobotnim porankiem.

No i jest jeszcze jedna zaleta... Po takim śniadaniu nie mam ochoty od razu podjadać. Za to mam siłę na spacer, książkę, trochę pracy nad blogiem albo po prostu na nicnierobienie. A w wakacje to przecież jedna z najprzyjemniejszych rzeczy. 

Mam nadzieję, że jeśli dziś jeszcze zastanawiacie się, co przygotować na śniadanie, ten omlet będzie dla Was inspiracją. U mnie na pewno jeszcze nieraz zagości na talerzu, zwłaszcza w takie słoneczne, spokojne soboty. 

Shake czekoladowy high protein - mój sposób na słodką chwilę

Słońce dziś chyba nie może się zdecydować. Raz odważnie wychodzi zza chmur, a za chwilę znowu się chowa. Jest około dwudziestu stopni, idealnie na spacer, książkę na balkonie albo... porządnie schłodzony czekoladowy shake. W wakacje najbardziej lubię właśnie takie dni. Nic nie goni, nic nie trzeba robić na już, a ja mogę spokojnie usiąść z kubkiem kawy i pomyśleć, na co mam ochotę. No dobrze... najczęściej odpowiedź brzmi: na czekoladę. Na szczęście od kiedy przeszłam na low carb, nauczyłam się jednego. Nie trzeba wybierać między zdrowym odżywianiem a małymi przyjemnościami. Kiedy dopada mnie ochota na coś słodkiego, nie biegnę do sklepu po batonika. Otwieram szafkę, wyciągam odżywkę białkową i po kilku minutach mam deser, który smakuje jak czekoladowy koktajl z kawiarni.

Przyznam się Wam do czegoś. Kiedyś myślałam, że wszystkie proteinowe shake'i smakują jak karton z dodatkiem kakao. Jeśli też macie takie wspomnienia, to witam w klubie! Na szczęście czasy się zmieniły, a dobrze dobrane składniki potrafią zrobić naprawdę świetną robotę.

Składniki:

  • 250 ml mleka migdałowego bez cukru (lub innego ulubionego mleka low carb),
  • 30 g czekoladowej odżywki białkowej,
  • łyżeczka gorzkiego kakao,
  • kilka kostek lodu,
  • opcjonalnie łyżka śmietanki 30% dla jeszcze bardziej kremowej konsystencji,
  • szczypta cynamonu lub kilka kropel ekstraktu waniliowego.

Wystarczy wrzucić wszystko do blendera i zmiksować przez około minutę. Gotowe. Jeśli lubicie naprawdę zimne napoje, możecie wcześniej schłodzić szklankę albo dorzucić więcej lodu.

To jeden z tych przepisów, które ratują mnie wtedy, gdy nie mam czasu przygotowywać większego posiłku albo po prostu mam ochotę na coś dobrego między obiadem a kolacją. Jest kremowy, mocno czekoladowy i naprawdę syci dzięki dużej ilości białka.

Najbardziej lubię wypić go po spacerze albo usiąść z nim na balkonie, kiedy słońce w końcu wygra z chmurami. W takie wakacyjne dni człowiek od razu ma lepszy humor. A jeśli do tego może wypić coś, co smakuje jak deser, a jednocześnie wpisuje się w dietę low carb... to dla mnie brzmi jak całkiem dobry plan.

Powiem Wam jeszcze jedno. Dawniej dieta kojarzyła mi się z ciągłym odmawianiem sobie wszystkiego. Dzisiaj coraz częściej odkrywam, że największą frajdę sprawia właśnie szukanie takich przepisów. Prostych, szybkich i takich, po których nie ma się poczucia, że jest się na jakiejkolwiek diecie. I chyba właśnie dlatego lubię kuchnię low carb coraz bardziej.

Jeśli macie swój ulubiony smak odżywki białkowej albo własny patent na proteinowy shake, koniecznie dajcie znać. Chętnie wypróbuję kolejne połączenia, bo coś czuję, że tego lata blender będzie miał u mnie naprawdę sporo pracy. 

Sałatka z halloumi i arbuzem. Lato zamknięte na talerzu

Są takie przepisy, które odkrywa się trochę przez przypadek. Wystarczy spojrzeć do lodówki i pomyśleć: „A gdyby tak połączyć to z tym?”. Właśnie tak było z tą sałatką. Halloumi czekało na swoją kolej, na blacie leżał soczysty arbuz, a ja miałam ochotę na coś lekkiego, kolorowego i zupełnie innego niż zwykle. Przyznam, że kiedy pierwszy raz usłyszałam o połączeniu sera z arbuzem, nie byłam przekonana. Dziś już wiem, dlaczego ten duet ma tylu fanów. Ciepły, lekko chrupiący halloumi świetnie kontrastuje z chłodnym, soczystym arbuzem, a całość smakuje naprawdę letnio. W wersji low carb wystarczy po prostu nie przesadzać z ilością arbuza – dzięki temu nadal możemy cieszyć się jego smakiem, nie dostarczając zbyt wielu węglowodanów.

Do przygotowania dwóch porcji potrzebujesz 

  • 200 g sera halloumi, 
  • 120 g arbuza, 
  • garść miksu sałat, 
  • garść rukoli, 
  • kilka pomidorków koktajlowych, 
  • pół małego ogórka, 
  • kilka listków świeżej mięty 
  • garść posiekanych pistacji lub orzechów włoskich.

Na dressing wymieszaj dwie łyżki oliwy z oliwek, łyżkę soku z cytryny, odrobinę musztardy dijon, sól i świeżo mielony pieprz.

Halloumi pokrój w plastry i podsmaż na suchej patelni z obu stron, aż stanie się złocisty. W międzyczasie przygotuj warzywa i pokrój arbuza w większą kostkę. Na talerzu ułóż sałaty, dodaj ogórka, pomidorki i arbuza, a na wierzchu połóż jeszcze ciepłe plastry sera. Polej całość dressingiem i posyp pistacjami oraz listkami mięty.

Lubię takie obiady i kolacje najbardziej. Nie trzeba długo gotować, kuchnia pozostaje prawie czysta, a na talerzu od razu robi się kolorowo. To jeden z tych posiłków, które najlepiej smakują na tarasie, balkonie albo po prostu przy otwartym oknie, kiedy do środka wpada letnie powietrze.

Coraz częściej przekonuję się, że kuchnia niskowęglowodanowa wcale nie musi oznaczać ciężkich dań z mięsem. Latem aż chce się jeść więcej świeżych warzyw, ziół i prostych składników, które same w sobie mają mnóstwo smaku. Ta sałatka jest tego najlepszym przykładem. Jest sycąca dzięki halloumi, świeża dzięki warzywom i ma w sobie odrobinę słodyczy, która sprawia, że trudno poprzestać na jednej porcji.

Jeśli jeszcze nie próbowaliście takiego połączenia, dajcie mu szansę. Ja też kiedyś podchodziłam do niego z dystansem, a dziś wracam do niego przez całe lato. Czasem właśnie te najbardziej nieoczywiste przepisy okazują się tymi, które zostają z nami na dłużej. 

Sernik w pucharku z borówkami. Kiedy ma się ochotę na coś słodkiego, ale nie na pieczenie

Ostatnio łapię się na tym, że coraz częściej wybieram desery, które robi się szybciej, niż nagrzewa piekarnik. W takie ciepłe dni naprawdę nie mam ochoty stać w kuchni przez godzinę, a przecież to nie znaczy, że trzeba rezygnować z małych przyjemności. Czasem wystarczy kilka składników, pięć minut i ulubiony pucharek, żeby zwykłe popołudnie zrobiło się od razu trochę lepsze. Ten deser powstał właśnie w taki dzień. Otworzyłam lodówkę, zobaczyłam mascarpone, serek wiejski i pudełko borówek. Reszta zrobiła się właściwie sama. Pierwsza łyżeczka wystarczyła, żebym wiedziała, że będę do niego wracać przez całe lato.

Do przygotowania dwóch większych porcji potrzebujesz 

  • 250 g serka mascarpone, 
  • 200 g serka wiejskiego, najlepiej zmiksowanego na gładko, 
  • dwóch–trzech łyżek erytrytolu pudru, 
  • łyżeczki ekstraktu waniliowego 
  • 150 g świeżych borówek. 

Jeśli lubisz bardziej wyrazisty smak, możesz dodać odrobinę skórki otartej z cytryny.

Mascarpone, zmiksowany serek wiejski, erytrytol i wanilię przełóż do miski i krótko zmiksuj, tylko do połączenia składników. Masa powinna być gładka, puszysta i lekka. Na dno pucharków wsyp garść borówek, nałóż warstwę kremu, potem ponownie owoce i jeszcze jedną porcję kremu. Wierzch udekoruj borówkami i kilkoma posiekanymi pistacjami albo płatkami migdałów. Jeśli masz świeżą miętę, jeden listek będzie idealnym dopełnieniem.

Najlepiej smakuje dobrze schłodzony, dlatego warto wstawić go na pół godziny do lodówki. Chociaż przyznam się, że u mnie rzadko udaje mu się tyle postać. Zwykle kończy się na tym, że robię zdjęcie... i zaraz potem zjadam pół pucharka.

Lubię takie przepisy najbardziej. Nie wymagają wielkich przygotowań, nie brudzą połowy kuchni, a wyglądają tak, jakby włożyło się w nie znacznie więcej pracy. Są idealne wtedy, kiedy wpadają goście, ale też wtedy, kiedy po prostu ma się ochotę usiąść na balkonie z filiżanką kawy i czymś naprawdę dobrym.

Mam wrażenie, że właśnie takie desery najlepiej pokazują, że kuchnia niskowęglowodanowa nie polega na ciągłych wyrzeczeniach. Wręcz przeciwnie. Można zjeść kremowy sernik z borówkami, nie włączać piekarnika i jeszcze mieć poczucie, że zrobiło się dla siebie coś naprawdę miłego. A latem chyba właśnie o takie małe przyjemności chodzi najbardziej. 

Etykiety

akcja błyskawiczny piątek Alkohole ananas babeczki Babka Babka gotowana baleron banan barszcz batoniki bazylia bez pieczenia beza bezy biały barszcz bigos bigos ze słodkiej kapusty biszkopt biszkopty bita śmietana blok boczek botwinka Boże Narodzenie brokuły brzoskwinie budyniowy krem budyń bułki buraki bzu cannelloni cappuccino cebula chilli chipsy chleb Chłodniki chrzan Ciasteczka Ciasto ciasto francuskie ciasto naleśnikowe cukinia curry cynamon cytryna czarna porzeczka czarny bez czekolada czosnek danie obiadowe deser Dietetycznie do kawy do mięsa domowa przyprawa piernikowa domowa szynka domowa wędlina domowe musli domowe pieczywo domowej roboty Domowy ketchup domowy kisiel drożdże drożdżówka duszone dynia dżem fasola feta FIT Flaki granat granola gruszki grzyby suszone imbir jabłka Jajka jarmuż jednogarnkowe jogurt kajmak kajzerki kakao kakaowe kalafior kapary kapusta Kapusta modra kardamon karkówka karp kasza jaglana kawa kefir Keto kiełbasa ze słoika Kiszonki kiwi kluseczki kokos koktajl koktajlowe konfitura koperek kremówka Kruche kruszonka Kurczak kuskus kwiat czarnego bzu legumina lody łosoś Majonez Makaron maliny marchew marmolada Marynata masa serowa mascarpone masło orzechowe maślanka Mazurek mąka kukurydziana mąka orkiszowa mielone Mięsne mięta migdały miód młoda kapusta mogdały morele mozzarella Mrożonki Muffinki na grilla na kanapkę na kruchym spodzie Na słodko Na śniadanie na zakwasie na zimno na żeberkach naleśniki Nalewki Napoje nasiona chia nutella Obiad ogórki omlet orzechy otręby pszenne owsiane pancakes papryczka parmezan pasta jajeczna pasztet pączki pestki dyni pęczak pieczarki pieczone jabłko pieczone ziemniaki pieczywo pierniczki Piernik Pierogi pierś z indyka pierś z kurczaka pietruszka Pizza Placek Placki placuszki pomarańcze pomidorówka por porzeczki potrawy wigilijne przekąska Przepisy kulinarne Przetwory rabarbar rodzynki rogaliki Ryby ryż salami Sałatki schab seler ser serek sernik sezam skórka pomarańczowa skrzydełka Smalec soczewica solone orzeszki sorbet sos Sosy Surówka suszone pomidory suszony chrzan Sylwester syrop szaszłyki szparagi szpinak śledzie śliwki śliwki kalifornijskie Śniadanie/kolacja Świąteczne przygotowania z Sunflower Tarty Torty truskawki tuńczyk twaróg udka w kokilkach w occie w oleju Warzywa wątróbka Wielkanoc wino wiśnie Wuzetka z bakaliami z białek z lawendą z makaronem z makiem Z mąki Z olejem z owocami z piekarnika z szynkowara z warzywami zakwas zalewa octowa zapiekanka zielony szejk ziemniaki ziołowe Zrazy zupa-krem Zupy żeberka żurawina żurek