Serniczek dyniowy w pucharku. Jesień, która mieści się w jednej łyżeczce
Dynia pojawiła się u mnie w kuchni zupełnie niewinnie. Kupiłam kawałek z myślą o obiedzie, potem odłożyłam część puree do lodówki i przez dwa dni przechodziłam obok niego, udając, że mam jakiś konkretny plan. Oczywiście nie miałam. W końcu zrobiłam kawę, otworzyłam lodówkę i pomyślałam, że skoro jesień coraz odważniej zagląda przez okno, to zamiast kolejnej zupy dyniowej zrobię coś zdecydowanie bardziej interesującego. Kilkanaście minut później w pucharkach chłodził się serniczek dyniowy, a ja po raz kolejny przekonałam się, że najlepsze pomysły często zaczynają się od produktu, który trzeba po prostu wykorzystać.
Ten deser jest kremowy, lekko korzenny i naprawdę smakuje jak sernik, chociaż piekarnik tym razem ma wolne. Dyni używam z umiarem, dlatego traktuję go jako deser dla osób na umiarkowanym low carb. Nie próbuję też robić z niego wersji ekstremalnie dietetycznej. Serniczek ma być deserem, a nie karą za to, że człowiek miał ochotę na coś słodkiego.
Składniki na 3 większe albo 4 mniejsze porcje:
- 250 g gęstego twarogu sernikowego lub pełnotłustego serka typu cream cheese,
- 100 g mascarpone,
- 120 g gęstego puree z pieczonej dyni,
- 35–45 g erytrytolu w pudrze albo innego słodzika do smaku,
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego,
- 1 łyżeczka soku z cytryny,
- ½ łyżeczki cynamonu,
- szczypta imbiru,
- szczypta gałki muszkatołowej,
- 40 g orzechów włoskich lub pekan,
- opcjonalnie 1 łyżka śmietanki 30%, jeśli masa okaże się zbyt gęsta.
Najważniejsze jest puree. Powinno być naprawdę gęste. Jeśli korzystam z dyni pieczonej, miksuję miąższ bez dodawania wody. Jeżeli puree jest wodniste, przekładam je na sitko i zostawiam na kilkanaście minut. Ten drobiazg decyduje o tym, czy deser będzie kremowy, czy zacznie po chwili przypominać dyniowy jogurt.
Twaróg, mascarpone, puree, słodzik, wanilię, sok z cytryny i przyprawy miksuję krótko, tylko do uzyskania jednolitej masy. Nie ubijam jej długo, bo nie chcę niepotrzebnie jej rozrzedzać. Jeśli jest bardzo gęsta, dodaję łyżkę śmietanki i jeszcze raz krótko mieszam.
Teraz próbuję. Ten moment jest ważny, bo dynie różnią się smakiem, a słodziki jeszcze bardziej. Masa powinna być wyraźnie sernikowa, lekko słodka i korzenna, ale cynamon nie może zagłuszyć wszystkiego innego.
Orzechy siekam i prażę na suchej patelni przez kilka minut, aż zaczną pachnieć. Nie odchodzę wtedy od kuchenki, bo pomiędzy „ładnie uprażone” a „dlaczego w kuchni jest dym” czasem naprawdę jest bardzo niewielka różnica.
Na dno pucharków wsypuję część orzechów, nakładam masę sernikową i posypuję resztą. Deser wkładam do lodówki przynajmniej na 2 godziny. Po schłodzeniu masa wyraźnie tężeje, smaki się łączą, a przyprawy stają się łagodniejsze.
Nie dodaję tutaj kruchego spodu z mąki ani ciasteczek bez cukru. Orzechy dają chrupkość, której potrzebuję, a przy okazji nie wprowadzają do deseru kolejnej warstwy, która miałaby tylko udawać coś innego.
Jeżeli mam ochotę na bardziej deserową wersję, na wierzch dodaję łyżkę lekko ubitej śmietanki i odrobinę cynamonu. Przy umiarkowanym low carb można też dorzucić kilka borówek albo odrobinę musu jabłkowego bez cukru, ale wtedy traktuję to jako dodatek i nie przesadzam z ilością owoców.
Najbardziej podoba mi się jednak wersja najprostsza. Kremowa masa, dynia, wanilia, cynamon i prażone orzechy. Smakuje jesienią, ale nie taką przesadzoną, z pięcioma świeczkami, trzema kocami i obowiązkowym kubkiem z napisem. Po prostu dobrze.
A puree, które miało czekać na jakiś rozsądny obiad, oczywiście nie doczekało. Skończyło znacznie lepiej. W deserze.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)