Jajka zapiekane z pieczarkami, szpinakiem i cheddarem w stylu low carb. Śniadanie na chłodniejszy poranek
Dziś rano pierwszy raz od dawna miałam ochotę nie na coś zimnego z lodówki, tylko na śniadanie, od którego robi się przyjemnie już wtedy, kiedy zaczyna pachnieć w kuchni. Wrzesień najwyraźniej postanowił przypomnieć, że za chwilę kubek gorącej kawy będzie służył również do ogrzewania dłoni. Zajrzałam do lodówki i tym razem obyło się bez długich negocjacji. Pieczarki były, jajka były, szpinak też czekał, a kawałek cheddara wyglądał tak, jakby od początku wiedział, jak skończy. Kilkanaście minut później siedziałam przy stole z gorącym naczyniem przed sobą i pomyślałam, że chłodniejsze poranki mają jednak swoje zalety. Człowiek może bez wyrzutów sumienia włączyć piekarnik i nazwać to dbaniem o komfort termiczny.
To bardzo proste śniadanie, ale przy tym przepisie jeden szczegół naprawdę ma znaczenie: pieczarek i szpinaku nie wkładam do naczynia na surowo. Oba składniki oddają sporo wody i jeśli wrzucimy je od razu pod jajka, zamiast kremowego, zapieczonego śniadania może powstać coś zdecydowanie bardziej mokrego, niż planowaliśmy. Dlatego najpierw porządnie podsmażam pieczarki, a szpinak dodaję dopiero pod koniec. Dzięki temu całość ma odpowiednią konsystencję, ser się ładnie topi, a jajka nie pływają w warzywnym sosie.
Składniki na 2 porcje:
- 4 jajka,
- 200 g pieczarek,
- 80–100 g świeżego szpinaku,
- 80 g cheddara,
- 1 mała szalotka lub około 40 g cebuli,
- 1 ząbek czosnku,
- 1 łyżka masła klarowanego albo oliwy,
- 2 łyżki śmietanki 30%,
- pół łyżeczki suszonego tymianku,
- sól,
- świeżo mielony pieprz,
- opcjonalnie odrobina płatków chili,
- trochę szczypiorku do podania.
Piekarnik nagrzewam do 190°C, góra–dół. Niewielkie naczynie do zapiekania, mniej więcej 20 × 15 cm, smaruję odrobiną masła.
Pieczarki kroję w plasterki. Patelnię dobrze rozgrzewam, dodaję tłuszcz i wrzucam pieczarki. Smażę je przez około 6–8 minut, aż odparuje większość wody i zaczną się lekko rumienić. Nie solę ich od razu, bo wtedy szybciej puszczają sok. Dopiero pod koniec dodaję drobno posiekaną cebulę, czosnek, tymianek, pieprz i niewielką ilość soli.
Kiedy cebula zmięknie, dodaję szpinak i smażę jeszcze minutę lub dwie, tylko do chwili, kiedy liście zwiędną. Jeśli na patelni mimo wszystko pozostało trochę płynu, pozwalam mu całkowicie odparować. To naprawdę warto zrobić, bo właśnie od tego zależy, czy później jajka będą przyjemnie zapieczone.
Warzywa przekładam do przygotowanego naczynia. Posypuję mniej więcej połową startego cheddara i robię cztery niewielkie zagłębienia. W każde ostrożnie wbijam jajko. Pomiędzy jajka wlewam śmietankę, dodaję pozostały ser i jeszcze trochę pieprzu. Soli daję bardzo mało, bo cheddar wnosi jej już całkiem sporo.
Naczynie wstawiam do nagrzanego piekarnika na około 10–14 minut. Czas zależy od wielkości jajek, temperatury składników i od tego, jakie żółtko lubimy. U mnie najlepszy moment jest wtedy, kiedy białko jest już całkowicie ścięte, a żółtko nadal pozostaje miękkie. Jeśli wolicie bardziej ścięte jajka, zostawcie je jeszcze 2–3 minuty. Przy termometrze kuchennym najbezpieczniej doprowadzić środek potrawy jajecznej do około 71°C.
Po wyjęciu daję całości dwie minuty odpoczynku, posypuję szczypiorkiem i stawiam naczynie na stole. I właściwie tyle. Można dołożyć kilka pomidorków albo prostą sałatę, ale dla mnie samo połączenie pieczarek, szpinaku, jajek i ostrego cheddara jest już wystarczająco konkretne.
Najbardziej odpowiada mi tu cheddar, bo ma wyrazisty smak i nie trzeba go używać bardzo dużo. Jeśli jednak akurat mam w lodówce goudę, gruyère albo trochę parmezanu, również spokojnie sobie poradzą. Tylko mozzarellę zostawiłabym do innego przepisu, bo przy pieczarkach i szpinaku całość może zrobić się niepotrzebnie wilgotna.
To śniadanie ma też tę zaletę, że można przygotować warzywa wieczorem. Rano wystarczy przełożyć je do naczynia, dodać ser, wbić jajka i wstawić wszystko do piekarnika. W czasie, kiedy się zapieka, zdążę zrobić kawę, otworzyć okno, stwierdzić, że jednak jest chłodno, zamknąć okno i wrócić do kuchni dokładnie wtedy, kiedy cheddar zaczyna się rumienić. Taki poziom porannej organizacji jestem w stanie utrzymać bez większego wysiłku.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)