Kurczak w kremowym sosie pieczarkowym. Jedna patelnia i obiad załatwiony
Jeszcze niedawno obiad mógł składać się z sałatki i czegoś wrzuconego na szybko na patelnię, ale kiedy za oknem robi się chłodniej, moje wymagania wobec talerza wyraźnie rosną. Ma być ciepło, konkretnie i najlepiej z sosem. Takim, który rzeczywiście jest sosem, a nie trzema dekoracyjnymi kroplami na talerzu.
Zaczęło się od pieczarek. Kupiłam je bez szczególnego planu, bo pieczarki należą u mnie do kategorii produktów „na pewno coś z nich zrobię”. Potem znalazłam w lodówce kurczaka i śmietankę, więc dalsze zastanawianie się uznałam za zbędne. Tym bardziej że wszystko mogło powstać na jednej patelni. W mojej kuchni przepis automatycznie zdobywa dodatkowe punkty, jeśli po obiedzie nie zostawia zlewu wyglądającego tak, jakbym gotowała dla kolonii.
Kurczak w kremowym sosie pieczarkowym to zwyczajny, domowy obiad, który bardzo dobrze wpisuje się w low carb. Nie zagęszczam sosu mąką ani skrobią. Odpowiednią konsystencję dostaję dzięki śmietance, odrobinie serka śmietankowego i spokojnemu odparowaniu sosu. Jest kremowo, pieczarkowo i naprawdę sycąco.
Składniki na 3–4 porcje:
- 600 g filetu z piersi kurczaka,
- 300 g pieczarek,
- 1 niewielka cebula,
- 2 ząbki czosnku,
- 1 łyżka masła klarowanego,
- 1 łyżka oliwy,
- 200 ml śmietanki 30%,
- 50 g pełnotłustego serka śmietankowego,
- 100 ml bulionu drobiowego,
- 1 łyżeczka musztardy Dijon,
- ½ łyżeczki suszonego tymianku,
- sól,
- świeżo mielony pieprz,
- 1 łyżka posiekanej natki pietruszki.
Pierś kroję w poprzek na mniejsze, niezbyt grube kawałki. Można również przekroić każdą pierś wzdłuż na dwa cieńsze filety. Najważniejsze, żeby kawałki miały podobną grubość – wtedy usmażą się mniej więcej w tym samym czasie.
Mięso osuszam papierowym ręcznikiem, doprawiam solą i pieprzem.
Na dużej patelni rozgrzewam masło klarowane z oliwą. Układam kurczaka tak, żeby kawałki nie leżały jeden na drugim, i smażę na średnio mocnym ogniu po około 3–4 minuty z każdej strony. Na tym etapie zależy mi przede wszystkim na ładnym zrumienieniu. Mięso nie musi być jeszcze całkowicie gotowe w środku, ponieważ później wróci do gorącego sosu.
Przekładam kurczaka na talerz i przykrywam luźno, żeby nie wystygł.
Na tę samą patelnię wrzucam pokrojone w plasterki pieczarki. Jeśli patelnia jest zupełnie sucha, dodaję jeszcze odrobinę masła.
I tutaj nie spieszę się z solą. Najpierw pozwalam pieczarkom się podsmażyć. Smażę je około 6–8 minut, mieszając od czasu do czasu, aż puszczony przez nie płyn odparuje, a same pieczarki zaczną się rumienić.
Dopiero wtedy dodaję drobno posiekaną cebulę. Smażę jeszcze 2–3 minuty, dodaję czosnek oraz tymianek i mieszam przez około pół minuty. Czosnek ma zacząć pachnieć, a nie zamienić się w małe brązowe kawałki, które później będą gorzkie.
Sos, czyli najważniejsza częśćDo pieczarek wlewam bulion i dokładnie mieszam, zbierając z dna patelni wszystkie przyrumienione drobiazgi pozostałe po smażeniu mięsa. To właśnie tam siedzi sporo smaku.
Dodaję śmietankę, serek śmietankowy i musztardę Dijon. Mieszam na niewielkim ogniu, aż serek całkowicie się rozpuści.
Sos gotuję łagodnie przez około 3–5 minut. Nie doprowadzam go do gwałtownego wrzenia. Ma lekko pyrkać i stopniowo gęstnieć. Jeśli po tym czasie nadal wydaje się zbyt rzadki, daję mu jeszcze chwilę zamiast ratować sytuację mąką.
Próbuję i dopiero teraz ostatecznie doprawiam solą oraz pieprzem. Bulion, musztarda i serek mogą już zawierać sporo soli, więc wcześniejsze solenie sosu na zapas nie jest najlepszym pomysłem.
Kurczaka razem z sokami, które zebrały się na talerzu, przekładam z powrotem na patelnię. Zmniejszam ogień, przykrywam i podgrzewam jeszcze kilka minut, aż mięso będzie gotowe w środku. Jeśli używam termometru kuchennego, najgrubsza część kurczaka powinna osiągnąć co najmniej 74°C. To pewniejsza metoda niż ocenianie mięsa wyłącznie po kolorze.
Na końcu posypuję wszystko natką pietruszki.
Z czym podać?U mnie najczęściej wygrywa puree z kalafiora, bo świetnie zbiera kremowy sos. Pasują też fasolka szparagowa, brokuły albo po prostu duża porcja sałaty. Przy umiarkowanym low carb można dobrać dodatki do własnego dziennego bilansu.
Można też pokroić kurczaka w kostkę zamiast przygotowywać większe kawałki. Wtedy trzeba tylko skrócić czas smażenia, bo drobne mięso bardzo łatwo przesuszyć. I właśnie dlatego wolę większe kawałki – mają znacznie większy margines bezpieczeństwa, a soczysty kurczak w kremowym sosie smakuje jednak lepiej niż kurczak o konsystencji gumki do ścierania.
Jeżeli sos zrobi się zbyt gęsty, dolewam łyżkę lub dwie bulionu. Jeśli jest za rzadki, wyjmuję na moment mięso i redukuję go jeszcze przez kilka minut bez przykrycia. To prostsze i smaczniejsze niż dokładanie przypadkowych zagęstników.
Najlepszy moment przychodzi jednak pod koniec. Na patelni bulgocze gęsty pieczarkowy sos, kurczak jest gotowy, w kuchni pachnie czosnkiem i tymiankiem, a do zmywania mam właściwie jedną patelnię. Wtedy zaczynam podejrzewać, że jesień nie pojawia się po to, żeby zabrać nam lato. Może po prostu uznała, że najwyższy czas znowu robić porządne sosy.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)