Deser w stylu keto a’la tiramisu

Są takie desery, które nie potrzebują wielkich słów ani efektów specjalnych. Tiramisu zawsze było dla mnie właśnie takie. Kawowe, miękkie, trochę dorosłe. Deser, który pasuje do wieczoru, a nie do pośpiechu. Do rozmowy albo do ciszy. W wersji keto nadal może takie być. Bez biszkoptów, bez cukru, bez udawania klasyki jeden do jednego. To jest a’la tiramisu - inspirowane, uproszczone i dopasowane do codzienności. Zostaje to, co najważniejsze: kawa, kremowość i lekka gorycz kakao. Ten deser robi się szybko, ale potrzebuje chwili w lodówce. Nie po to, żeby robić wrażenie, tylko żeby smaki się ułożyły. I to w nim bardzo lubię.


Składniki (2–4 porcje)
  • mascarpone - 250 g

  • śmietanka 30% - 200 ml

  • erytrytol puder lub ksylitol - 40-60 g (do smaku)

  • kawa espresso lub bardzo mocna kawa - 150 ml (wystudzona)

  • kakao gorzkie - 1-2 łyżki

  • opcjonalnie: ½ łyżeczki wanilii

  • opcjonalnie: keto biszkopty, herbatniki migdałowe lub kawałki domowego ciasta keto

Sposób przygotowania

Zaczynam od zaparzenia kawy. Musi być mocna i całkowicie wystudzona, bo ciepła rozrzedzi krem. Odstawiam ją na bok.

W misce łączę mascarpone z erytrytolem pudrem i wanilią. Mieszam krótko, tylko do połączenia. W osobnym naczyniu ubijam śmietankę na gęsty, ale nadal miękki krem. Następnie delikatnie łączę ją z mascarpone, najlepiej szpatułką. Masa powinna być gładka i stabilna, bez nadmiernego napowietrzenia.

Jeśli używam keto biszkoptów lub herbatników, krótko zanurzam je w kawie i układam na dnie pucharków lub naczynia. Jeśli robię wersję bez „spodu”, po prostu zaczynam od warstwy kremu. Na krem wylewam kilka łyżek kawy, potem znów krem. Ilość warstw zależy od naczynia, ale zasada jest prosta: krem, kawa, krem.

Na wierzchu delikatnie oprószam deser kakao. Bez grubych warstw, bez dekoracji na siłę.

Gotowe tiramisu trafia do lodówki na minimum 2-3 godziny. Najlepiej smakuje po kilku godzinach, a jeszcze lepiej następnego dnia, kiedy wszystko zdąży się uspokoić.

To nie jest deser, który ma kogokolwiek przekonywać, że „bez cukru też się da”. On niczego nie udowadnia. Jest miękki, kawowy i spokojny. Taki, który dobrze smakuje wtedy, kiedy dzień już się kończy i nie trzeba niczego poprawiać. Łyżeczka, kawa i chwila dla siebie. Tyle wystarczy.

Gołąbki w wersji niskowęglowodanowej

Są takie potrawy, które od razu ustawiają dzień. Gołąbki do nich należą. Kojarzą się z domem, spokojem i kuchnią, w której nic nie dzieje się w biegu. Długo wydawało mi się, że bez ryżu to już nie będą „te” gołąbki. A jednak. W wersji keto, z kapustą, mięsem i startym kalafiorem, okazały się równie sycące i bardzo konkretne w smaku. Kluczem jest prostota i jeden ważny moment, którego nie warto pomijać - podsmażenie gołąbków na złoty kolor przed duszeniem. To ono robi różnicę. Reszta to już cierpliwość i zapach, który sam zaprasza do stołu.


Składniki (na około 10–12 gołąbków)
  • biała kapusta – 1 duża główka (1,5–2 kg)

  • mięso mielone (wieprzowo-wołowe lub według uznania) – 1 kg

  • kalafior – 500–600 g (waga przed starciem)

  • jajko – 1 sztuka

  • cebula – 1 średnia (ok. 120 g)

  • czosnek – 2 ząbki

  • sól i pieprz – do smaku

  • majeranek – 1 łyżeczka

  • słodka papryka – ½ łyżeczki

  • tłuszcz do smażenia – 2–3 łyżki

Do duszenia:

  • pulpa pomidorowa – ok. 700 ml

  • woda lub bulion – 100–200 ml (w razie potrzeby)

  • suszone oregano lub bazylia – szczypta

Sposób wykonania

Kapustę sparzam w całości lub zdejmuję liście stopniowo, gotując je krótko w osolonej wodzie, aż staną się miękkie i elastyczne. Odkładam do przestudzenia.

Kalafiora ścieram na tarce o grubych oczkach albo rozdrabniam w malakserze, a następnie bardzo dokładnie odciskam z nadmiaru wody. To ważny krok, bo farsz nie powinien być wodnisty. W dużej misce łączę mięso mielone, kalafior, jajko, drobno posiekaną cebulę i czosnek. Doprawiam solą, pieprzem, majerankiem i papryką, po czym dokładnie mieszam.

Na każdy liść kapusty nakładam porcję farszu i zawijam klasycznie – najpierw boki do środka, potem w rulon. Na dużej patelni rozgrzewam tłuszcz i obsmażam gołąbki z każdej strony na złoty kolor. Nie skracam tego etapu, bo to właśnie on daje głębię smaku.

Podsmażone gołąbki przekładam do szerokiego garnka lub głębokiej patelni. Zalewam pulpą pomidorową, doprawiam solą, pieprzem i ziołami. Jeśli sos jest zbyt gęsty, dolewam odrobinę wody lub bulionu, tak aby gołąbki były lekko przykryte. Duszę wszystko na małym ogniu przez 40–50 minut, aż kapusta będzie miękka, a sos gęsty i aromatyczny.

To są gołąbki, które nie udają klasycznych. One po prostu są dobre. Syte, domowe, spokojne. Najlepiej smakują po chwili odpoczynku, a następnego dnia jeszcze zyskują. I jeśli ktoś zapyta, czy bez ryżu da się zrobić porządne gołąbki – odpowiedź jest prosta. Da się. I to bardzo dobrze.

Bulion kolagenowy, czyli troska gotowana na wolnym ogniu

Są takie dni, kiedy człowiek czuje się trochę jak rozgotowany makaron. Niby funkcjonuje, ale bez sprężystości, bez mocy, bez tego „czegoś”. I właśnie wtedy przypomina mi się, że nasze babcie nie miały suplementów w kapsułkach. Miały garnek. Duży. I czas.

Kolagenowy bulion to nie jest moda z Internetu. To powrót do kuchni, w której jedzenie miało sens, głębię i cierpliwość. Do gotowania, które nie krzyczy, nie błyszczy, tylko spokojnie pyrka sobie na kuchence, robiąc po cichu wielką robotę. Ten bulion nie udaje fit cudów. On po prostu odżywia. Skórę, stawy, jelita, odporność. I jeszcze przy okazji pachnie domem, takim prawdziwym, gdzie ktoś o kogoś dba.

Składniki:

  • 1-1,5 kg kości wołowych lub drobiowych (szpikowe, kolagenowe)

  • 2 marchewki

  • 1 pietruszka

  • kawałek selera

  • 1 cebula (można opalić na suchej patelni)

  • 2-3 ząbki czosnku

  • 2 liście laurowe

  • kilka ziaren ziela angielskiego

  • 1 łyżka octu jabłkowego (ważne!)

  • sól do smaku

  • woda - tyle, żeby wszystko było przykryte

Kości zalewam zimną wodą, dodaję ocet i zostawiam na 30 minut. Doprowadzam do wrzenia, zdejmuję szumowiny. Dodaję warzywa i przyprawy. Gotuję bardzo wolno: drób: 6-8 godzin, a wołowina: 12-24 godziny Solę dopiero na końcu. Przecedzam, studzę. W lodówce ma być żel. Jeśli jest - gratuluję, wyszło idealnie.

Kiedy gotuję kolagenowy bulion, zawsze mam wrażenie, że robię coś więcej niż zupę. To jest trochę jak zapas sił na później. Jakby w tym garnku odkładało się bezpieczeństwo na gorsze dni. Długie gotowanie wyciąga z kości to, co najcenniejsze, a z nas wyciąga pośpiech. Trudno się spieszyć przy czymś, co potrzebuje kilkunastu godzin i spokoju.

Najbardziej lubię ten moment, kiedy wystudzony bulion trafia do lodówki, a rano wita mnie w postaci galaretki. To znak, że wyszło. Że w środku jest to, o co chodziło. Wtedy podgrzewam kubek, siadam na chwilę i piję powoli. Bez telefonu, bez biegu. Taki zwykły rytuał, który mówi ciału: „jestem po twojej stronie”.

Kolagenowy bulion to nie jest kolejny zdrowotny trend do odhaczenia. To nawyk troski. Coś małego, powtarzalnego, co z czasem robi ogromną różnicę. Garnek, woda, kości i czas. Reszta dzieje się sama. A my, trochę niepostrzeżenie, zaczynamy czuć się bardziej „w sobie”. I to jest chyba najlepsza rekomendacja.

Galareta drobiowa keto - czyli dowód, że na diecie też można mieć galaretkę… i to z klasą

Są takie potrawy, które nie pytają o modę, trendy ani liczbę obserwujących. One po prostu były, są i będą. Galareta drobiowa należy właśnie do tej kategorii. Kiedyś królowała na rodzinnych stołach, dziś wraca nieśmiało, trochę w nowym wydaniu, trochę z przymrużeniem oka. Bez panierki. Bez mąki. Bez cukru. Za to z charakterem. I – co ważne – w wersji keto, czyli takiej, która nie psuje sumienia ani planów żywieniowych. To nie jest galareta, która udaje coś, czym nie jest. Nie będzie słodka. Nie będzie lekka jak piórko. Za to będzie konkretna, sycąca i uczciwa. Taka, która mówi: „Zjedz mnie spokojnie, świat się od tego nie zawali”. Idealna na kolację, na zapas do lodówki, na dni, kiedy nie chce się kombinować, a chce się zjeść coś sensownego. I tak – świetnie smakuje z chrzanem. Albo bez. Albo prosto z miseczki, stojąc przy blacie, bo kto bogatemu zabroni. Jeśli galareta kojarzy Ci się wyłącznie z dawnymi czasami - spokojnie. Ta wersja ma w sobie i nostalgię, i nowoczesność. Bez zadęcia. Z lekkim uśmiechem. A teraz chodźmy do kuchni. Galareta sama się nie zrobi.


Składniki:

  • 2-3 ćwiartki kurczaka (ze skórą - keto się nie obrazi)
  • 1,2-1,5 l wody
  • 2 marchewki (opcjonalnie, jeśli nie jesteś keto-ortodoksem)
  • kawałek selera
  • 1 mała cebula
  • 2 liście laurowe
  • 3-4 ziarna ziela angielskiego
  • sól, pieprz
  • 20 g żelatyny
  • 100 ml zimnej wody do żelatyny

Wykonanie:

Ćwiartki wrzuć do garnka, zalej wodą, dodaj warzywa i przyprawy. Gotuj powoli, minimum 1,5-2 godziny. To nie sprint, to spacer. Wyjmij mięso, oddziel od kości, porwij na kawałki. Bulion przecedź - galareta lubi porządek. Żelatynę zalej zimną wodą, odstaw na 10 minut. Bulion podgrzej (nie gotuj!), dodaj żelatynę, dokładnie wymieszaj. Dopraw jeszcze raz - galareta lubi zdecydowany smak. Do foremek włóż mięso, zalej bulionem, odstaw do lodówki.

Po kilku godzinach masz keto galaretę drobiową, która nie rozpływa się jak obietnice bez pokrycia, trzyma formę, pasuje do chrzanu, majonezu albo po prostu do widelca I co najważniejsze: nie udaje deseru. Jest sobą.

Placki, które ratują dzień, serce i resztki w zamrażarce

Są takie dni, kiedy chcesz zjeść coś dobrego, ale nie masz ani siły na kombinowanie, ani ochoty na wyrzuty sumienia. I wtedy wjeżdżają one – placki z serka wiejskiego. Skromne, niepozorne, a robią robotę większą niż motywacyjne cytaty o poranku. U mnie lądują na talerzu z kremem ze śmietanki i mascarpone oraz owocami jagodowymi z zamrażarki, bo: mrożone też mają uczucia, nie zawsze jest sezon, a życie już i tak bywa wystarczająco skomplikowane. To jest przepis z tych „na oko, ale zawsze wychodzi”. Bez spiny. Bez kulinarnych fanfar. Za to z efektem: „mmm, jakie dobre” już przy pierwszym kęsie.


Placki:
  • 200 g serka wiejskiego wysokotłuszczowego
  • 1 jajko
  • 1–2 łyżki błonnika bambusowego (tu robi całą robotę)
  • 1 łyżka mąki migdałowej (opcjonalnie, jeśli chcesz bardziej „plackowo”)
  • szczypta proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • olej kokosowy, masło klarowane albo ghee do smażenia
Krem:
  • 100 ml śmietanki 36%
  • 2 łyżki mascarpone
  • erytrytol / ksylitol / monk fruit – do smaku (albo nic, serio)
  • Owoce: rożone maliny, jeżyny albo borówki (niewielka ilość) podgrzane w rondelku, bez cukru lub z odrobiną erytrytolu
Serek zblenduj lub dokładnie rozgnieć. Dodaj jajko, błonnik bambusowy, mąkę migdałową (jeśli używasz), proszek i sól. Masa będzie gęsta – i bardzo dobrze, keto nie lubi rzadkich relacji. Smaż na dobrze rozgrzanej patelni, na małym-średnim ogniu, bo keto placki lubią spokój i czas.

Garść mrożonych owoców wrzuć do rondelka i podgrzewaj, aż puszczą sok. To nie jest dżem – to akcent. 

Ubij śmietankę, dodaj mascarpone, dosłódź jeśli trzeba. Spróbuj. Spróbuj jeszcze raz. To ważny etap procesu.

To są placki, które udowadniają, że keto nie musi być karą. Że można zjeść coś ciepłego, kremowego i „na deser”, a potem spokojnie wrócić do dnia – bez cukrowych huśtawek i poczucia winy. Czasem wystarczy serek, patelnia i decyzja, że dbanie o siebie też jest planem.

Cytrynowa chwila przyjemności

Są takie desery, które powstają z potrzeby świeżości. Nie z zachcianki na słodkie, tylko z ochoty na coś, co naprawdę orzeźwia. Ten jest dokładnie taki. Bazą jest gęsty jogurt grecki. Spokojny, kremowy, neutralny. Cała wyrazistość dzieje się w cytrynowym sosie, który ma być konkretny, a nie symboliczny.

Masło roztapiam powoli, na małym ogniu. Kiedy jest już płynne, dodaję erytrytol, dużo skórki z cytryny i solidną porcję soku. Tyle, żeby sos był wyraźnie cytrynowy, świeży i lekko kwaskowy. Mieszam, próbuję, koryguję słodycz. Sos ma budzić, nie głaskać. Odstawiam go na chwilę, żeby przestał parzyć, ale nadal był ciepły.

Jogurt przekładam do miseczki i nie mieszam go z sosem. Polewam nim jogurt z góry, pozwalając, żeby sam się rozlał i stworzył jasne, cytrynowe smugi. Na wierzch daję garść posiekanych pistacji — dla chrupnięcia i kontrastu.

Ten deser nie lubi łyżkowego chaosu. Najlepszy jest wtedy, gdy w każdej porcji trafia się trochę chłodnego jogurtu i trochę ciepłego, maślanego sosu z wyraźną cytryną. To nie jest deser „na słodko”. To deser na świeżość. I na wolną chwilę, która naprawdę smakuje 

Schab, który robi robotę – duszony, kremowy i… niskowęglowodanowy!

Czasem człowiek chce dobrze zjeść, ale bez wyrzutów sumienia i bez miliona garnków do mycia. I wtedy wchodzi on – cały na złoto – duszony schab. A ponieważ życie nauczyło mnie jednej ważnej rzeczy: jak już gotować, to tak, żeby każdy kęs mówił „warto było”, dziś oddaję w Twoje ręce mój sprawdzony hit. W środku – szef kuchni. Na zewnątrz - ja, Sunflower, która znowu coś kombinuje w swojej kuchni.


Składniki (na 4 porcje):
  • 4 plastry schabu (około 1,5-2 cm grubości)

  • 2 łyżki masła klarowanego

  • 1 duża cebula

  • 2 ząbki czosnku

  • 200 ml śmietanki 30%

  • 150 ml bulionu (może być warzywny lub mięsny)

  • 1 łyżeczka musztardy dijon

  • 1 łyżeczka słodkiej papryki

  • Szczypta ostrej papryki

  • Sól i pieprz

  • 1 liść laurowy

  • 1 gałązka tymianku lub pół łyżeczki suszonego

  • Opcjonalnie: 2 garście pieczarek pokrojonych w plasterki

  1. Rozgrzej masło klarowane na dużej patelni. Schab oprósz solą i pieprzem, wrzuć na gorący tłuszcz i obsmaż z obu stron, aż złapie kolor. Nie spiesz się - złoto na mięsie to złoto w sosie.

  2. Cebulę pokrój w piórka, czosnek w plasterki. Dorzuć na patelnię, gdy schab już się ładnie przyrumieni. Podsmażaj, aż cebula będzie miękka i pachnąca. Jeśli używasz pieczarek - dorzuć je teraz.

  3. Wlej bulion, dodaj liść laurowy i tymianek. Przykryj i duś 40-50 minut na małym ogniu. Schab lubi czas i spokój - zupełnie jak ja w weekend.

  4. Gdy mięso będzie miękkie, zmniejsz ogień i dodaj śmietankę, musztardę i paprykę słodką oraz szczyptę ostrej. Wymieszaj cierpliwie, żeby sos zrobił się kremowy i stabilny. Niech chwilę pyrka, aż zgęstnieje.

  5. Dopraw jeszcze raz do smaku. Szef kuchni nie kończy dania bez próbowania - i Ty też nie kończ. Spróbuj i zdecyduj, czego mu trzeba: więcej pieprzu? Może odrobina musztardy? Ty tu rządzisz.

Możesz podać z cukiniowymi nitkami, kalafiorem udającym puree, albo solo – bo serio, ten sos robi za dodatek.

To jedno z tych dań, które nie udają „fit” na siłę. Po prostu są pyszne, lekkie dla węglowodanów i dobre dla duszy. A ja? Ja lubię takie przepisy. Proste, szczere i takie, które można zrobić po długim dniu bez poczucia, że właśnie wygrało się MasterChefa. Jeśli zrobisz - daj znać, czy schab zrobił robotę. U mnie zawsze działa. 

Pizza z patelni — szybciej niż dowóz, taniej niż promocja i zawsze trafiona w mój smak.

Czasem człowiek ma ochotę na coś „wow”, ale lodówka mówi „zrób sama, kochana”. No to zrobiłam. I wyszło tak dobre, że aż szkoda, że nikt nie widział mojej miny, kiedy pierwszy kęs wylądował na talerzu… znaczy, w buzi. Przepis jest prosty - zapraszam.

Podstawę robię z:

  • serka wiejskiego zblendowanego z 2 jajkami,

  • łyżką błonnika bambusowego,

  • szczyptą soli, pieprzu

  • i moją ukochaną mieszanką – suszone pomidory z bazylią.

Wszystko mieszasz, wylewasz na patelnię i smażysz na wolnym ogniu z obu stron, aż będzie wyglądało jak spód do pizzy, ale bez całego tego wyrabiania, rośnięcia i innych cudów.

Potem już tylko:

  • smarujesz sosem pomidorowym,

  • kładziesz szynkę,

  • posypujesz startym serem,

  • przykrywasz i czekasz, aż się rozpuści.

I gotowe. Pizza z patelni, wersja „jestem głodna teraz”. Bez poczucia winy. Bez drożdży. I bez czekania. Jak chcesz - zapisz przepis, bo to ten typ ratunku, który przydaje się częściej niż „mam coś w zamrażarce”.

Keto tiramisu… po mojemu

Pyszny deser dla tych, którzy kochają słodkie, ale niekoniecznie chcą później biec pięć kilometrów „dla równowagi”. Przyznam szczerze: czasem człowiek ma taki dzień, że marzy o czymś pysznym, kremowym, kawowym… i najlepiej gotowym za pięć minut. I tu wchodzi mój keto deser w stylu tiramisu - cały na biało i z łyżeczką w ręku. To jest deser z gatunku „nie udaję, że jestem fit, ale jestem”. Niby tiramisu, ale jednak bez mascarpone, bez biszkoptów i bez tego poczucia, że właśnie zjadłaś połowę lodówki. A jednak — smakuje obłędnie.


- mocna, aromatyczna kawa (taka, co stawia do pionu skuteczniej niż budzik),
- jogurt naturalny,
- nasiona chia,
- erytrol, żeby było słodko, ale bez konsekwencji,
- szczypta kakao na wierzch, żeby wyglądało jak milion monet. Mnie było jeszcze mało to posypałam zarumienionymi płatkami migdałów. 

Chia robi robotę - zagęszcza i daje ten delikatny vibe „prawie kremowy”. Jogurt dodaje lekkości, a kawa… cóż, kawa to wiadomo: ratuje życie od poniedziałku do niedzieli.

Wychodzi deser, który robi się sam, wygląda jak tiramisu, smakuje jak tiramisu, i nie wywołuje „syndromu połamanej diety”. Idealny na jesień, na poprawę humoru, na „chcę coś słodkiego, ale bez dramatu”.

Etykiety

akcja błyskawiczny piątek Alkohole ananas babeczki Babka Babka gotowana baleron banan barszcz batoniki bazylia bez pieczenia beza bezy biały barszcz bigos bigos ze słodkiej kapusty biszkopt biszkopty bita śmietana blok boczek botwinka Boże Narodzenie brokuły brzoskwinie budyniowy krem budyń bułki buraki bzu cannelloni cappuccino cebula chilli chipsy chleb Chłodniki chrzan Ciasteczka Ciasto ciasto francuskie ciasto naleśnikowe cukinia curry cynamon cytryna czarna porzeczka czarny bez czekolada czosnek danie obiadowe deser Dietetycznie do kawy do mięsa domowa przyprawa piernikowa domowa szynka domowa wędlina domowe musli domowe pieczywo domowej roboty Domowy ketchup domowy kisiel drożdże drożdżówka duszone dynia dżem fasola feta FIT Flaki granat granola gruszki grzyby suszone imbir jabłka Jajka jarmuż jednogarnkowe jogurt kajmak kajzerki kakao kakaowe kalafior kapary kapusta Kapusta modra kardamon karkówka karp kasza jaglana kawa kefir Keto kiełbasa ze słoika Kiszonki kiwi kluseczki kokos koktajl koktajlowe konfitura koperek kremówka Kruche kruszonka Kurczak kuskus kwiat czarnego bzu legumina lody łosoś Majonez Makaron maliny marchew marmolada Marynata masa serowa mascarpone masło orzechowe maślanka Mazurek mąka kukurydziana mąka orkiszowa mielone Mięsne mięta migdały miód młoda kapusta mogdały morele mozzarella Mrożonki Muffinki na grilla na kanapkę na kruchym spodzie Na słodko Na śniadanie na zakwasie na zimno na żeberkach naleśniki Nalewki Napoje nasiona chia nutella Obiad ogórki omlet orzechy otręby pszenne owsiane pancakes papryczka parmezan pasta jajeczna pasztet pączki pestki dyni pęczak pieczarki pieczone jabłko pieczone ziemniaki pieczywo pierniczki Piernik Pierogi pierś z indyka pierś z kurczaka pietruszka Pizza Placek Placki placuszki pomarańcze pomidorówka por porzeczki potrawy wigilijne przekąska Przepisy kulinarne Przetwory rabarbar rodzynki rogaliki Ryby ryż salami Sałatki schab seler ser serek sernik sezam skórka pomarańczowa skrzydełka Smalec soczewica solone orzeszki sorbet sos Sosy Surówka suszone pomidory suszony chrzan Sylwester syrop szaszłyki szparagi szpinak śledzie śliwki śliwki kalifornijskie Śniadanie/kolacja Świąteczne przygotowania z Sunflower Tarty Torty truskawki tuńczyk twaróg udka w kokilkach w occie w oleju Warzywa wątróbka Wielkanoc wino wiśnie Wuzetka z bakaliami z białek z lawendą z makaronem z makiem Z mąki Z olejem z owocami z piekarnika z szynkowara z warzywami zakwas zalewa octowa zapiekanka zielony szejk ziemniaki ziołowe Zrazy zupa-krem Zupy żeberka żurawina żurek