Cytrynowa chwila przyjemności
Są takie desery, które powstają z potrzeby świeżości. Nie z zachcianki na słodkie, tylko z ochoty na coś, co naprawdę orzeźwia. Ten jest dokładnie taki. Bazą jest gęsty jogurt grecki. Spokojny, kremowy, neutralny. Cała wyrazistość dzieje się w cytrynowym sosie, który ma być konkretny, a nie symboliczny.
Masło roztapiam powoli, na małym ogniu. Kiedy jest już płynne, dodaję erytrytol, dużo skórki z cytryny i solidną porcję soku. Tyle, żeby sos był wyraźnie cytrynowy, świeży i lekko kwaskowy. Mieszam, próbuję, koryguję słodycz. Sos ma budzić, nie głaskać. Odstawiam go na chwilę, żeby przestał parzyć, ale nadal był ciepły.
Jogurt przekładam do miseczki i nie mieszam go z sosem. Polewam nim jogurt z góry, pozwalając, żeby sam się rozlał i stworzył jasne, cytrynowe smugi. Na wierzch daję garść posiekanych pistacji — dla chrupnięcia i kontrastu.
Ten deser nie lubi łyżkowego chaosu. Najlepszy jest wtedy, gdy w każdej porcji trafia się trochę chłodnego jogurtu i trochę ciepłego, maślanego sosu z wyraźną cytryną. To nie jest deser „na słodko”. To deser na świeżość. I na wolną chwilę, która naprawdę smakuje

Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)