Pieczone śliwki z cynamonem, mascarpone i orzechami – mała porcja owoców, ale dużo jesiennego smaku
Kupiłam śliwki z zamiarem bardzo prostym – miały sobie leżeć w misce i znikać po jednej. Taki był plan. Tyle że wieczorem, kiedy zrobiło się chłodniej, śliwka prosto z lodówki jakoś zupełnie przestała mnie interesować. Za to wizja czegoś ciepłego, pachnącego cynamonem i jedzonego łyżeczką zaczęła brzmieć zdecydowanie lepiej. Zajrzałam jeszcze raz do lodówki, znalazłam mascarpone, z szafki wyciągnęłam orzechy i właściwie deser wymyślił się sam.
Lubię takie przepisy szczególnie jesienią. Nie trzeba piec całego ciasta, a później przez kilka dni prowadzić ze sobą negocjacji pod tytułem „tylko jeden kawałek”. Robię jedną albo dwie porcje, jem coś naprawdę dobrego i na tym sprawa się kończy. Przynajmniej teoretycznie, bo zapach pieczonych śliwek z cynamonem dość skutecznie zachęca do sprawdzenia, czy przypadkiem nie zostało ich jeszcze kilka.
To oczywiście nie jest deser keto. Śliwki zawierają naturalne cukry, dlatego w umiarkowanym low carb traktuję je jak to, czym są – owocowy dodatek, a nie produkt bez ograniczeń. W tej wersji porcja owoców jest niewielka, za to mascarpone i orzechy sprawiają, że deser jest konkretny i naprawdę wystarcza mi mała miseczka.
Na 2 małe porcje przygotowuję:
- 4 średnie śliwki, około 180–200 g,
- 100 g mascarpone,
- 20 g orzechów włoskich lub pekan,
- ½ łyżeczki cynamonu,
- ½ łyżeczki ekstraktu waniliowego,
- 1 łyżeczkę soku z cytryny,
- erytrytol, allulozę lub inny słodzik do smaku,
- opcjonalnie małą szczyptę kardamonu.
Piekarnik nagrzewam do 190°C, góra–dół. Śliwki myję, przekrawam na pół i wyjmuję pestki. Układam je przecięciem do góry w niewielkim naczyniu do zapiekania. Skrapiam sokiem z cytryny, oprószam cynamonem i, jeśli owoce są dość kwaśne, dodaję odrobinę słodzika. Nie przesadzam z nim, bo podczas pieczenia śliwki miękną, puszczają sok i ich smak staje się znacznie intensywniejszy.
Wstawiam naczynie do piekarnika na około 15–20 minut. Dokładny czas zależy od śliwek. Dojrzałe będą gotowe szybciej, twardsze potrzebują kilku minut więcej. Chcę, żeby były miękkie i puściły trochę soku, ale nadal zachowały kształt. Nie piekę ich do momentu, aż zamienią się w kompot.
W czasie, kiedy śliwki są w piekarniku, siekam orzechy i przez 2–3 minuty prażę je na suchej patelni. Pilnuję ich, bo orzechy mają podobny charakter jak parmezan czy jarmuż – długo wydaje się, że nic się nie dzieje, a chwilę później trzeba otwierać okno.
Mascarpone mieszam z wanilią. Jeśli chcę, żeby krem był trochę lżejszy, dodaję łyżkę śmietanki 30% albo gęstego jogurtu greckiego. Można też dodać odrobinę słodzika, ale najpierw próbuję całości ze śliwkami. Często okazuje się, że wcale nie jest potrzebny.
Upieczone owoce zostawiam na 3–4 minuty. Nie nakładam mascarpone bezpośrednio na śliwki wyjęte z piekarnika, bo zamiast kremowej porcji dostanę szybko topniejącą białą kałużę. Śliwki mają pozostać ciepłe, ale nie parzyć.
Do miseczek nakładam mascarpone, na nim układam po cztery połówki ciepłych śliwek, polewam odrobiną soku, który zebrał się podczas pieczenia, i posypuję prażonymi orzechami. Jeśli mam ochotę, dodaję jeszcze odrobinę cynamonu.
I to właściwie cały deser. Nie dodaję żadnej kruszonki, ciasteczek ani mąki migdałowej tylko po to, żeby stworzyć kolejną warstwę. Miękkie, lekko kwaśne śliwki, chłodne mascarpone i chrupiące orzechy mają tutaj wszystko, czego potrzeba. Ważne jest tylko, żeby nie rezygnować z prażenia orzechów. Niby drobiazg, a smakują wtedy zupełnie inaczej.
Jeżeli chcę przygotować deser wcześniej, piekę śliwki i przechowuję je w lodówce, ale przed podaniem delikatnie podgrzewam. Właśnie połączenie ciepłego owocu z chłodnym mascarpone jest tutaj najlepsze. Całego deseru nie składałabym kilka godzin wcześniej, bo śliwki puszczają sok i po pewnym czasie wszystko zaczyna wyglądać znacznie mniej apetycznie.
Cztery śliwki nie brzmią może jak początek wielkiego deseru, ale właśnie o to mi chodziło. Trochę owoców, trochę kremowego mascarpone, chrupiące orzechy i dużo cynamonowego zapachu.
A śliwki, które miały grzecznie znikać z miski po jednej? Cóż. Okazało się, że zdecydowanie lepiej radzą sobie po wyjściu z piekarnika.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)