Lunchbox „jesienna deska”. Kiedy nie mam ochoty robić sałatki
Nie każdy lunchbox musi zaczynać się od gotowania. Czasami wieczorem mam jeszcze ochotę coś przygotować na następny dzień, a czasami otwieram lodówkę i od razu wiem, że patelnia ani piekarnik nie mają dziś żadnych szans. Nie oznacza to jednak, że następnego dnia mam ratować się przypadkową kanapką kupioną po drodze. Właśnie w jeden z takich wieczorów zaczęłam wyciągać z lodówki po trochu tego, co akurat miałam: jajka, kawałek cheddara, drugi ser, kabanosy, ogórek i paprykę. Z szafki dołączyły orzechy, ze słoiczka kilka oliwek i nagle okazało się, że zamiast przypadkowych resztek mam całkiem porządny lunchbox.
Nazwanie go „jesienną deską” brzmi oczywiście znacznie lepiej niż „powkładałam do pudełka wszystko, co znalazłam”, więc przy tej pierwszej wersji pozostanę. Tym bardziej że rzeczywiście przypomina małą deskę przekąsek, tylko zamkniętą w pudełku i zabraną do pracy. Jest konkretnie, kolorowo, chrupiąco i – co dla mnie równie ważne – następnego dnia wszystko nadal wygląda i smakuje tak, jak powinno. Nie ma zwiędniętej sałaty ani sosu, który przez noc zdążył przejąć kontrolę nad całą zawartością pojemnika.
Na jedną solidną porcję przygotowuję 2 jajka ugotowane na twardo, około 40 g cheddara, 40 g drugiego sera – może to być gouda, brie albo camembert – 40–50 g kabanosa dobrej jakości, pół świeżego ogórka, pół czerwonej lub żółtej papryki, 6–8 oliwek i około 20–25 g orzechów włoskich, pekan albo migdałów. Nie są to oczywiście proporcje, których trzeba pilnować z wagą w ręku co do jednego grama. Chodzi raczej o to, żeby pudełko było sensownie skomponowane, a nie składało się głównie z sera i kabanosa z jednym plasterkiem ogórka dla uspokojenia sumienia.
Jajka gotuję na twardo, studzę i obieram. Sery kroję w nieduże kawałki, kabanosa w grubsze plasterki, a ogórka i paprykę tak, żeby później można je było wygodnie podjadać. Oliwki dokładnie odsączam z zalewy, bo niekoniecznie chcę, żeby cheddar i jajko przez całą noc marynowały się w oliwkowym płynie. Jeśli pudełko nie ma przegródek, wkładam je do małego pojemniczka. Podobnie robię z orzechami – wolę, kiedy pozostają suche i chrupiące.
Przy kabanosach zwracam uwagę na skład. Wybieram takie z dużą zawartością mięsa i sprawdzam ilość węglowodanów, bo cukier czy syrop glukozowy potrafią pojawić się również tam, gdzie człowiek zupełnie się ich nie spodziewa. Nie robię jednak za każdym razem sklepowego dochodzenia. Kiedy znajdę kabanosy, które mają dobry skład i mi smakują, po prostu później po nie wracam.
Nie przygotowuję do tego lunchboxa żadnego sosu. Feta... a właściwie tym razem sery, oliwki i kabanos mają wystarczająco dużo smaku, ogórek i papryka dają świeżość, a orzechy chrupią. Jeśli jednak mam ochotę na coś dodatkowego, zabieram odrobinę musztardy Dijon albo mały pojemniczek gęstego jogurtu wymieszanego z ziołami. Najczęściej okazuje się jednak, że niczego więcej nie potrzebuję.
Oczywiście zawartość pudełka można zmieniać w zależności od tego, co akurat jest w lodówce. Cheddar jednego dnia może ustąpić miejsca goudzie, innym razem dokładam kawałek camemberta. Zamiast orzechów włoskich biorę migdały, a kiedy nie mam papryki, dokładam rzodkiewki. Właśnie za to lubię ten pomysł – nie muszę kupować siedmiu konkretnych produktów tylko po to, żeby następnego dnia mieć co zabrać do pracy.
Ponieważ w pudełku są jajka, sery i mięso, przechowuję je w lodówce. Jeśli nie mam możliwości schowania lunchu do lodówki w pracy, przydaje się torba termiczna z wkładem chłodzącym. To drobiazg, ale przy takim zestawie zdecydowanie nie warto zostawiać pudełka przez kilka godzin w cieple.
Najbardziej podoba mi się jednak przygotowanie. Kilka minut krojenia, żadnego smażenia, żadnego pieczenia i praktycznie nic do zmywania. Następnego dnia otwieram pudełko, a tam jajko, sery, kabanos, kolorowe warzywa, oliwki i orzechy. Wygląda, jakbym poprzedniego wieczoru bardzo starannie zaplanowała sobie lunch.
I nie widzę najmniejszego powodu, żeby komukolwiek mówić, że cała ta doskonała organizacja zaczęła się od stania przed lodówką i myśli: „Tylko błagam, dzisiaj już niczego nie gotuję”.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)