Herbata jabłkowo-cynamonowa. Odrobina jesieni zamknięta w filiżance
Ostatnio przygotowałam sobie właśnie taką jabłkowo-cynamonową herbatę. Bez gotowych mieszanek, aromatyzowanych syropów i całej kolekcji przypraw, które czasami pojawiają się w przepisach na jesienne napoje. Wystarczyły trzy cienkie plasterki jabłka, kawałek laski cynamonu, dwa goździki i zwyczajna czarna herbata. Efekt okazał się dokładnie taki, jak lubię. Delikatny owocowy aromat, przyjemna korzenna nuta i smak dobrej herbaty, którego nie zagłuszają dodatki. Przy okazji kuchnia zaczęła pachnieć tak, jakby ktoś właśnie zabrał się za pieczenie szarlotki, chociaż jedyną wykonaną przeze mnie pracą było pokrojenie kawałka jabłka.
W mojej kuchni low carb takie drobne przyjemności mają szczególne znaczenie. Nie zamierzam rezygnować z jesiennych smaków tylko dlatego, że ograniczam węglowodany, ale staram się korzystać z nich rozsądnie. Jabłko zawiera naturalne cukry i nie będę udawała, że jest inaczej. W tym przepisie wykorzystuję jednak zaledwie kilka cienkich plasterków, przede wszystkim dla zapachu. Nie rozgotowuję ich, nie wyciskam soku i nie dodaję cukru ani miodu. Dzięki temu napar pozostaje lekki, a ilość węglowodanów przechodzących z owoców do herbaty jest niewielka, choć nie da się jej dokładnie określić bez analizy gotowego napoju.
Składniki na jeden duży kubek, około 300 ml:
300 ml wody
1 łyżeczka dobrej czarnej herbaty liściastej lub 1 torebka
2–3 bardzo cienkie plasterki jabłka ze skórką
1 niewielki kawałek laski cynamonu, około 3 cm
2 goździki
opcjonalnie odrobina soku z cytryny
opcjonalnie kilka kropli ulubionego słodzika, jeśli ktoś lubi słodsze napoje
Zaczynam od jabłka, które dokładnie myję i kroję w naprawdę cienkie plasterki. Nie obieram go ze skórki, ponieważ zależy mi na naturalnym aromacie, a przy okazji plasterki ładniej wyglądają w kubku. Wybieram jabłko jędrne i pachnące, najlepiej odmianę o wyraźnym smaku, ponieważ mdły owoc niewiele wniesie do naparu. Nie potrzebuję całego jabłka, a nawet jego połowy. Pozostałą część mogę po prostu zjeść albo wykorzystać później w kuchni, zamiast wrzucać ją do herbaty tylko dlatego, że została już pokrojona.
Do małego rondelka wlewam wodę, dodaję kawałek laski cynamonu i dwa goździki. Doprowadzam do wrzenia, zmniejszam ogień i podgrzewam przez około 3 minuty, żeby przyprawy oddały część swojego aromatu. Nie gotuję ich przez kwadrans, ponieważ nie zależy mi na przygotowaniu intensywnego korzennego wywaru. Cynamon ma być wyczuwalny, ale nie powinien zdominować całego napoju, a goździki potrafią być pod tym względem wyjątkowo stanowcze. Dwa naprawdę wystarczą, szczególnie jeśli chcemy jeszcze poczuć smak herbaty.
Zdejmuję rondelek z ognia, czekam chwilę, aż woda przestanie intensywnie wrzeć, i zalewam nią czarną herbatę. Parzę ją przez około 3–4 minuty, zgodnie z zaleceniami dla wybranego gatunku, a następnie usuwam liście lub torebkę. Do dużego kubka wkładam plasterki jabłka, przelewam gorącą herbatę razem z cynamonem i goździkami, po czym pozostawiam na kolejne 2–3 minuty. W tym czasie jabłko delikatnie oddaje swój zapach, ale nie zdąży się rozgotować ani zamienić napoju w owocową mieszankę. Jeśli mam ochotę, dodaję dosłownie kilka kropli cytryny, chociaż najczęściej pozostawiam herbatę w jej najprostszej wersji.
Najważniejsze jest dla mnie zachowanie odpowiednich proporcji. Przy dużej ilości jabłka napój staje się bardziej owocowy, przy nadmiarze cynamonu zaczyna przypominać płynny deser, a zbyt wiele goździków potrafi skutecznie zagłuszyć wszystkie pozostałe smaki. Dlatego nie przesadzam z dodatkami i nie traktuję kubka jak miejsca, w którym trzeba zmieścić pół zawartości szuflady z przyprawami. Lubię delikatne aromaty, które wyczuwam podczas picia, ale które nie odbierają przyjemności z samej herbaty.
Czasami zamiast czarnej herbaty wykorzystuję rooibos, szczególnie wieczorem, kiedy nie mam ochoty na kofeinę. Z jabłkiem i cynamonem komponuje się bardzo przyjemnie, a jego naturalnie łagodny smak dobrze współgra z korzennymi przyprawami. Wtedy przygotowuję napar zgodnie z czasem parzenia podanym na opakowaniu. Nieco inaczej smakuje również wersja z herbatą zieloną, chociaż tutaj jestem ostrożniejsza z temperaturą wody i ilością goździków, ponieważ delikatniejszy napar łatwo zdominować.
Nie dodaję do tej herbaty miodu, cukru ani syropów smakowych. Nie mam również potrzeby dosładzania jej erytrytolem, ponieważ jabłko i cynamon dają przyjemne wrażenie słodyczy samym aromatem. Oczywiście każdy ma własne upodobania i jeśli ktoś woli słodszy napój, może dodać odrobinę odpowiedniego słodzika. Ja najbardziej lubię tę wersję, w której czuję delikatną cierpkość czarnej herbaty, świeżość jabłka i ciepły zapach przypraw. Jest w niej coś bardzo domowego, zwyczajnego i przyjemnego.
Herbata jabłkowo-cynamonowa najlepiej smakuje mi świeżo przygotowana. Nie robię jej całego dzbanka na zapas, ponieważ po dłuższym czasie plasterki jabłka miękną, a goździki mogą nadać napojowi zbyt intensywny smak. Jeśli przygotowuję większą porcję, po kilku minutach wyjmuję przyprawy i owoce, pozostawiając sam napar. Dzięki temu herbata zachowuje swój charakter i nie staje się coraz mocniejsza z każdą kolejną chwilą.
Najchętniej piję ją w swoim kąciku czytelniczym, z książką na kolanach i kocem pod ręką. Jesienią coraz częściej doceniam takie spokojne chwile, kiedy nie trzeba nigdzie się spieszyć, niczego organizować ani nawet szczególnie się wysilać. Kubek gorącej herbaty, kilka stron dobrej książki i ciepłe światło lampki potrafią skutecznie poprawić nastrój po długim dniu. Oczywiście pod warunkiem, że uda mi się znaleźć wolne miejsce w fotelu, ponieważ moje koty mają własne zdanie na temat tego, do kogo należą najwygodniejsze miejsca w domu.
Najbardziej rozbawiło mnie jednak to, że przygotowanie tej herbaty zajmuje zaledwie kilka minut, a zapach potrafi stworzyć atmosferę, jakbym od godziny piekła coś wyjątkowego. Człowiek wchodzi do kuchni, czuje jabłka i cynamon, od razu wyobraża sobie szarlotkę, kruche ciasto albo drożdżówki, a tymczasem na blacie stoi tylko kubek herbaty i deska, na której pokroiłam trzy plasterki jabłka. Trudno o bardziej ekonomiczny sposób na stworzenie jesiennego nastroju.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię takie proste przepisy. Nie wymagają specjalnych zakupów, długich przygotowań ani późniejszego sprzątania połowy kuchni. Wystarczy kilka składników, które zazwyczaj mam w domu, i odrobina czasu dla siebie. A jeśli przy okazji całe mieszkanie pachnie szarlotką, to przecież nie muszę nikomu tłumaczyć, że tym razem piekarnik nawet nie został włączony.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Napisz co o tym sądzisz :) Będę bardzo wdzięczna :)