Sałatka z kurczakiem, pieczoną papryką, fetą i pestkami dyni. Lunchbox, który warto przygotować wieczorem
Poranki przed wyjściem do pracy mają u mnie jedną wspólną cechę. Czas płynie wtedy zdecydowanie szybciej niż w pozostałych godzinach dnia. Niby wszystko jest zaplanowane, ubrania przygotowane, kawa już pachnie, a jednak zawsze znajdzie się coś, co wymaga natychmiastowej uwagi. Dlatego bardzo lubię takie obiady do pracy, które mogę przygotować poprzedniego wieczoru, zamknąć w pudełku i rano po prostu wyjąć z lodówki. Bez krojenia warzyw o świcie, bez smażenia czegokolwiek między jednym łykiem kawy a drugim i bez gorączkowego zastanawiania się, co właściwie zabrać ze sobą do jedzenia.
Ostatnio przygotowałam sałatkę z kurczakiem, pieczoną papryką, fetą i pestkami dyni. Niby nic szczególnego, kilka zwyczajnych składników, które można kupić w każdym sklepie, ale razem tworzą naprawdę smaczny i sycący posiłek. Pieczona papryka ma delikatnie słodkawy smak, feta dodaje przyjemnej słoności, a pestki dyni wprowadzają trochę chrupkości. Do tego soczysty kurczak, garść świeżych warzyw i prosty dressing na bazie oliwy oraz cytryny. Bez majonezu, ciężkiego sosu i składników, które po kilku godzinach zamieniają sałatkę w niezbyt apetyczną mieszankę.
Przygotowywanie lunchboxów nauczyło mnie jednej rzeczy. Nawet najlepsza sałatka potrafi stracić cały swój urok, jeśli wieczorem wrzucimy wszystko do jednego pojemnika, dokładnie wymieszamy i zostawimy na noc. Rano sałata bywa smutna, pestki miękkie, a na dnie zbiera się płyn, którego zdecydowanie nie planowaliśmy. Dlatego mam swój prosty sposób na pakowanie. Składniki układam warstwami, dressing przechowuję osobno, a pestki dosypuję dopiero przed jedzeniem. Dzięki temu następnego dnia sałatka wygląda i smakuje tak, jak powinna, a ja nie muszę udawać, że rozmokłe liście są właśnie tym, na co miałam ochotę.
Do przygotowania dwóch porządnych porcji potrzebuję:
300 g filetu z piersi kurczaka
2 czerwonych papryk
80 g sera feta
80 g mieszanki sałat, najlepiej z rukolą
½ świeżego ogórka
30 g pestek dyni
1 łyżki oliwy do przygotowania kurczaka
½ łyżeczki słodkiej papryki
¼ łyżeczki wędzonej papryki
½ łyżeczki suszonego oregano
soli i świeżo mielonego pieprzu
Na dressing przygotowuję dodatkowo 2 łyżki oliwy, 1 łyżkę soku z cytryny, ½ łyżeczki musztardy Dijon, szczyptę oregano i odrobinę pieprzu. Soli dodaję naprawdę niewiele, ponieważ feta sama w sobie jest dość słona.
Zaczynam od papryki, ponieważ potrzebuje najwięcej czasu. Piekarnik nagrzewam do 220°C, papryki myję, przekrawam na połówki, usuwam gniazda nasienne i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, skórką do góry. Piekę przez około 25–30 minut, aż skórka miejscami mocno się przyrumieni, a miąższ zmięknie. Następnie przekładam paprykę do miski, przykrywam talerzem i zostawiam na około 10 minut. Dzięki temu skórka łatwiej odchodzi, chociaż nie trzeba usuwać jej co do najmniejszego fragmentu. Ostudzoną paprykę obieram, kroję w szerokie paski i odkładam na sitko, żeby pozbyć się nadmiaru soku. To ważne, ponieważ nie chcę, żeby następnego dnia cała wilgoć znalazła się na dnie lunchboxa.
W czasie pieczenia papryki przygotowuję kurczaka. Mięso osuszam papierowym ręcznikiem, nacieram oliwą, słodką i wędzoną papryką, oregano oraz niewielką ilością soli i pieprzu. Na rozgrzanej patelni obsmażam filety z obu stron, a następnie zmniejszam ogień i doprowadzam mięso do pełnego upieczenia. W zależności od grubości zajmuje to zwykle około 10–15 minut łącznie. Najpewniej sprawdzić temperaturę w najgrubszej części filetu, powinna wynosić co najmniej 74°C. Nie kroję kurczaka od razu po zdjęciu z patelni, tylko pozwalam mu odpocząć przez kilka minut, dzięki czemu pozostaje bardziej soczysty. Później kroję go w niezbyt cienkie plasterki lub większą kostkę.
Pestki dyni wsypuję na suchą patelnię i prażę przez około 2–3 minuty, regularnie mieszając, aż zaczną przyjemnie pachnieć i delikatnie się zarumienią. Trzeba ich pilnować, ponieważ potrafią przypalić się szybciej, niż człowiek zdąży znaleźć odpowiedni pojemniczek. Po uprażeniu przesypuję je na talerzyk i pozostawiam do całkowitego wystygnięcia. Ogórka kroję w półplasterki, fetę w niewielką kostkę, a sałatę dokładnie myję i osuszam. Dressing przygotowuję w małym słoiczku, łącząc oliwę, sok z cytryny, musztardę i przyprawy. Zakręcam, potrząsam przez chwilę i gotowe.
Kiedy wszystkie ciepłe składniki ostygną, zaczynam pakowanie. Na dnie pojemników układam kurczaka, obok niego paski pieczonej papryki i ogórka, następnie dodaję fetę, a na wierzchu umieszczam dobrze osuszoną sałatę. Nie mieszam wszystkiego od razu, ponieważ zależy mi na tym, żeby poszczególne składniki zachowały swoją strukturę. Dressing przelewam do małego, szczelnego pojemniczka, a pestki dyni pakuję osobno. Całość od razu wstawiam do lodówki. Rano wystarczy wyjąć pudełko, dorzucić dwa małe pojemniczki i można wychodzić. Żadnych dodatkowych przygotowań, a przede wszystkim żadnego smażenia kurczaka o poranku.
Jeśli nie mam czasu na pieczenie papryki tego samego wieczoru, przygotowuję ją dzień wcześniej albo wykorzystuję paprykę upieczoną przy okazji innego dania. Można również sięgnąć po gotową paprykę ze słoika, ale wtedy koniecznie sprawdzam skład. Niektóre produkty zawierają dodatek cukru, a poza tym bywają dość mocno marynowane, przez co smak sałatki staje się zupełnie inny. Najbardziej lubię paprykę pieczoną w domu, ponieważ jest delikatna, lekko słodkawa i doskonale komponuje się z fetą. Warto tylko pamiętać, żeby przed zapakowaniem dobrze ją odsączyć.
Ta sałatka świetnie sprawdza się w mojej kuchni low carb. Kurczak dostarcza solidnej porcji białka, feta i oliwa dodają tłuszczu, a warzywa sprawiają, że posiłek jest świeży i przyjemnie lekki. Pestki dyni nie są tutaj wyłącznie dekoracją, ponieważ nadają całości charakteru, a przy okazji dostarczają błonnika i składników mineralnych. Oczywiście papryka, ogórek i pozostałe warzywa zawierają naturalnie występujące węglowodany, ale przy tych proporcjach całość spokojnie wpisuje się w umiarkowaną dietę low carb. Nie trzeba niczego zastępować, kombinować z nietypowymi produktami ani udawać, że jemy coś zupełnie innego.
Przygotowując posiłki do pracy, zwracam też uwagę na to, żeby rzeczywiście można było się nimi najeść. Sałatka złożona wyłącznie z kilku listków i dwóch plasterków ogórka może wyglądać bardzo ładnie na zdjęciu, ale po kilku godzinach pracy trudno uznać ją za porządny obiad. Tutaj mamy mięso, ser, warzywa i pestki, więc całość jest znacznie bardziej konkretna. Można zjeść ją na zimno, bez podgrzewania, co również jest sporą zaletą, szczególnie kiedy przerwa na posiłek okazuje się krótsza, niż wcześniej zakładaliśmy.
Gotowe lunchboxy przechowuję w lodówce, najlepiej w temperaturze nie wyższej niż 4°C, i zabieram do pracy następnego dnia. Kurczaka oraz paprykę przed zamknięciem pojemników szybko schładzam, nie pozostawiając ugotowanego mięsa na blacie przez wiele godzin. Jeśli nie mam możliwości włożenia pudełka do lodówki po przyjściu do pracy, korzystam z torby termicznej z wkładem chłodzącym. Przy daniach zawierających mięso i nabiał to naprawdę ważne. Sałatka smakuje najlepiej przygotowana wieczorem na następny dzień, ponieważ warzywa pozostają świeże, a feta zachowuje swoją konsystencję.
Najbardziej odpowiada mi jednak to, że wieczorem mogę spokojnie przygotować wszystko bez pośpiechu. Włączam sobie coś do słuchania, piekę paprykę, smażę kurczaka i przy okazji robię porządek w kuchni. Kiedy pojemnik trafia do lodówki, mam przyjemne poczucie, że przynajmniej jedna sprawa na kolejny dzień została załatwiona. A rano, kiedy czas zaczyna płynąć w swoim zwyczajowym, przyspieszonym tempie, naprawdę doceniam ten niewielki wysiłek.
Oczywiście zdarza mi się jeszcze otworzyć lodówkę przed wyjściem i przez chwilę zastanawiać się, czy przypadkiem czegoś nie zapomniałam. Na szczęście tym razem wszystko czeka już gotowe, łącznie z dressingiem i pestkami dyni. Wystarczy zapakować lunchbox do torby i można ruszać do pracy. Teraz pozostaje mi tylko dopilnować, żeby pudełko rzeczywiście pojechało ze mną, a nie zostało na półce w lodówce. Bo nawet najlepiej przygotowany obiad ma jedną poważną wadę. Sam do pracy nie pójdzie.